Ekspozycja. Pierwsza, niezwykle ważna sekwencja filmu ustanawia temat na całą projekcję. Mamy w niej do czynienia z przypadkowym znalezieniem ludzkich zwłok, które zostały porzucone na pustkowiu kilka dni wcześniej. Znalezienia dokonują dwaj przejezdni - chcąc dla rozrywki ustrzelić kojota, odkrywają incydent będący jednym z centralnych motywów filmu. Reżyser w tej scenie korzysta z prostych i klarownych sposobów przedstawienia sytuacji; obserwujemy panoramę i nadjeżdżający niemal pod samą kamerę samochód oraz prosty zabieg - bohater patrzy przez lornetkę, następuje cięcie i widzimy to, co widział moment wcześniej. Jones nie zastosował więc nic, co mogłoby niepotrzebnie odwracać uwagę od samego wydarzenia, które, mimo że w dalszej części filmu cofamy się do zdarzeń przed śmiercią, jest kluczowe. Wysoce prawdopodobne zdaje się to, że zamordowany został człowiek. Ten sposób rozpoczęcia filmu świadczy o tym, iż w centrum zainteresowania będzie nie to, czy doszło do czyjejś śmierci, ale to, co do niej doprowadziło. W mniejszym stopniu będzie liczyć się sama śmierć, w większym jej przyczyny. Reżyser stawia pytanie: ile tak naprawdę warte jest ludzkie życie?
Narracja. Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady wyraźnie dzielą się na dwie części - pierwszą niechronologiczną i drugą opowiedzianą już tradycyjnie. W pierwszej reżyser stara się uczłowieczyć znalezione przypadkowo zwłoki; w drugiej pokazać przemianę osoby, która doprowadziła do tej niepotrzebnej śmierci i do samego końca nie zdawała sobie sprawy z tego, co tak naprawdę się stało.
Tommy Lee Jones nie prowadzi z początku swej opowieści linearnie, zmusza przez to widza do aktywnego uczestnictwa w odbiorze. Aby prawidłowo odczytać film widz musi najpierw odtworzyć fabułę - zdarzenia bowiem nie są przedstawione chronologicznie. Reżyser opiera "Trzy pogrzeby" na konfrontacjach, które budują nowe znaczenia. Można z nich wyciągać szersze spostrzeżenia i głębsze wnioski, niż wtedy, gdy akcja przebiega tradycyjnie. Jones porównuje ze sobą zimną, sterylną i nieprzyjazną restaurację, w której przesiaduje Lou Ann z bezkresnymi panoramami westernowych stepów. Beztroskie oglądanie telewizji z desperackimi próbami przekroczenia granicy przez Meksykanów. Przeciwstawia sobie "stare dobre czasy", na które patrzy z nieskrywaną nostalgią, wygrywając bezinteresowną przyjaźń i oddanie, z zepsuciem prawa i degrengoladą ludzkich postaw. Istotna jest również scena, w której wędrujący już Pete i Mike tracą konia. Zestawione to zostaje ze sceną, w której jadący samochodem szeryf również zbliża się do krawędzi drogi i wjeżdża do rowu. Dla pierwszej pary jest to nieodwracalna strata, ponadto sami niemal stracili życie; dla szeryfa powoduje tylko stratę czasu i przymus wezwania pomocy.
Niechronologiczne prowadzenie narracji daje również możliwość pokazania jednego wydarzenia z różnych perspektyw, zmienia punkty widzenia. Dzieje się tak w kluczowej scenie przypadkowego morderstwa - za pierwszym razem patrzymy oczami strzelającego Mike'a, za drugim śmiertelnie rannego Melquiadesa. Mike nudząc się na służbie przegląda pornograficzną gazetkę. Nagle padają wymierzone w jego stronę strzały. Zaskoczony jest gwałtowną ofensywą, ale też zawstydzony z na wpół zdjętymi spodniami. Nie ma czasu na zastanowienie się, zważenie sytuacji - we własnej obronie odpowiada ogniem. Okazuje się, że zabija niewinnego człowieka, który chciał jedynie odstraszyć wałęsające się w pobliżu stada kóz kojoty. Dający do myślenia jest fakt, że reżyser ponownie wraca do tej sceny - tym razem wyostrza punkt widzenie ofiary. Estrada wraca do domu, wypuszcza zwierzęta z zagrody, odpędza kojota i z kompletnym zaskoczeniem na twarzy zostaje śmiertelnie postrzelony. Jones nie staje po żadnej ze stron, na ile to możliwe jest bezstronnym, obiektywnym obserwatorem. Za pierwszym razem poprzez niespójne ruchy kamery podkreśla nerwowość Mike'a; za drugim filmuje tak, aby wyraźna była beztroska Melquiadesa, w którą gwałtownie wdziera się przemoc. Jest jednak aspekt łączący oba punkty widzenia - przypadkowość. Zabójstwo było niezawinione, przypadkowe. Stało się jednak faktem, za który trzeba ponieść konsekwencje. Tak to widzi Jones - przypadkowo czy nie, istotne, że zginął człowiek.
Sjużet a fabuła. Podczas pracy nad filmem każdy reżyser musi dokonać wyboru, które ze zdarzeń składających się na fabułę pokaże w filmie. Wszystko to, co znajduje się na ekranie to sjużet - na jego podstawie widz konstruuje fabułę. Powinny to być wydarzenia jak najbardziej reprezentatywne dla całej opowieści. Alfred Hitchcock mawiał, że film to życie minus momenty pozbawione dramatyzmu. Tommy Lee Jones utrudnił widzowi to zadanie, ponieważ poprzestawiał ich chronologię. Mało tego, w jednej ze scen stawia na symultaniczność, pokazuje tę samą scenę ponownie. Uporządkowanie wydarzeń nie jest jednak trudne - dzielą się na te przed śmiercią Melquiadesa, oraz po. Wraz z przebiegiem akcji wszystko staje się klarowne. Reżyser w dwóch scenach stosuje ciekawe zabiegi. Pierwszy raz gdy Lou Ann idzie w stronę hipermarketu. Mike odprowadza ją wzrokiem, a jego uwaga skupia się na krótkiej, czerwonej spódniczce. Pojawia się przebitka, w której wyraźnie widać skojarzenie, jakie mu się nasunęło - krew na ciele Melquiadesa. Drugi interesujący zabieg pojawia się w momencie, gdy Pete nie potrafi odnaleźć miejsca, w którym pragnął być pochowany jego przyjaciel - Jimenez. Bohater przywołuje w pamięci moment, w którym Mel tłumaczył mu, jak tam dotrzeć i opisuje to miejsce. Pete bez problemu znajduje krainę marzeń przyjaciela. Istotny jest fakt, iż nie dostajemy żadnego czytelnego sygnału, że nastąpi skok czasowy, choćby rozjaśnienia obrazu i filmowania w klimacie fantazji. Większość widzów posiada bowiem spore doświadczenie i nie trzeba posługiwać się takimi zabiegami - są zrozumiałe i klarowne.
Druga część filmu (podróż i trzeci pogrzeb Melquiadesa) opowiadana jest tradycyjnie. Wyraźny jest cel bohaterów - przekroczenie granicy, dotarcie do Meksyku i pochowanie odkopanego ciała w konkretnym miejscu. Tego celu nie zna jednak Mike, przez co rodzi się suspens i napięcie. O ile więc pierwsza część filmu opierała się na charakterystycznym dla większości westernów konflikcie (pragnący sprawiedliwości Pete i tuszujące sprawę władze miasta), o tyle druga ma jasno wyznaczony cel - jest finalistyczna, wyraźnie do czegoś zmierza. Cel pierwszej opowieści, choć mający silne zakorzenienie w fabule, jest mniej sprecyzowany. Chodzi o przywrócenie ładu i porządku sprzed śmierci Melquiadesa.
Styl. Tommy Lee Jones nie przestrzega zasady, wedle której cięcia montażowe miękkie (np. wyciemnienie) stosuje się, gdy upłynęła znaczna ilość czasu, a cięcia twarde, gdy jesteśmy w ramach jednej sceny. Już w przejściu z pierwszego ujęcia - odnalezienie zwłok - do drugiego stosuje brutalny montaż twardy, mimo że musiało upłynąć sporo czasu. W kolejnym ujęciu widzimy wymiotującego Pete'a, który spogląda na ciało Melquiadesa. Reżyser posłużył się takim zabiegiem, aby wywołać w widzu zaskoczenie i szok, podobne do tego, z jakim musiał się zmierzyć bohater dowiadujący się o śmierci przyjaciela.
Jones często zaczyna ujęcia od jakiegoś charakterystycznego elementu w scenografii (napis hotelu, flaga amerykańska) i dopiero potem dokonuje najazdu kamery na bohaterów. Z jednej strony działa to na poziomie estetycznym - kamera zahacza o efektowny krajobraz - z drugiej buduje filmową przestrzeń, sytuuje postaci w przestrzeni, ale też pozwala ciekawie rozpocząć kolejny wątek opowieści.
Reżyser prowadzi swą opowieść niechronologicznie, rwie ją na poszczególne skrawki, które musi ze sobą złożyć widz. Zrobił to z zamysłem, przedstawia bowiem tylko te wydarzenia, które mające znaczenie. W film wplecione są retrospekcje, gdy Pete wspomina nieżyjącego przyjaciela, mające na celu pokazanie, że nie był on, jak się o nim wyraża szeryf "meksykańcem na nielegalu", któremu nie należy się nawet godny pochówek. Jedynie Pete dostrzega w nim człowieka. Temu właśnie służą płynnie wplecione retrospekcje - aby uczłowieczyć Melquiadesa w oczach widza.
W rozmowie nowo przybyłego do miasta małżeństwa ze sprzedawcą nieruchomości następuje jedno zbliżenie na twarz Lou Ann - gdy mówi, że pochodzi z Sinsinati. Pozostała część dialogu filmowana jest tradycyjnie. Reżyser podkreśla tym zabiegiem fakt, że są to przybysze z innego rejonu. Są innej kultury i mentalności, muszą dopiero dostosować się do nowych warunków. Większość rozmów postaci filmowana jest na zasadzie ucięcie - przeciwujęcie, czyli tak, aby maksymalnie wydobyć jej treść. W ten sposób reżyser prezentuje zarówno mniej znaczące konwersacje Lou Ann z kelnerką, jak i istotniejsze między Petem a miejscowym szeryfem. Czasem stosuje też projekcję - gdy Lou Ann spogląda na sąsiadkę pokazany jest jej punkt widzenia, aby zaprezentować trudną sytuację, w jakiej się znalazła, czyli brak perspektyw. Niektóre fragmenty filmu Jones filmuje bardzo dynamicznie, jak choćby pościg Mike'a za zbiegami czy napad Pete'a na dom małżeństwa. W ten sposób wydobywa reżyser dramaturgię zdarzeń i mocniej angażuje widza w przedstawione zdarzenia.
Poprzez zbliżenia i ukazywanie w detalu rąk obierających kukurydzę czy charakterystycznych momentów dla szczepienia bydła, wyzyskuje reżyser szacunek dla pracy. Pokazuje jej szczegóły i wysiłek, jaki trzeba w nią włożyć. Zaznacza monotonię i trud.
Podróż. Od momentu odkopania zwłok Melquiadesa zaczyna się podróż bohaterów, mająca na celu znalezienie Jimenez, miejsca, w którym za życia pragnął, aby go pochowano. Teraz akcja przebiega linearnie - poznaliśmy już w przyjacielu Pete'a człowieka, nie jest tylko przypadkowo zabitym i nic nie znaczącym emigrantem, jakim widziały go władze miasta. Mike zmuszony jest do picia z kubka Melquiadesa, siedzenia na jego krześle i założenia ubrania. Teraz Mel musi stać się człowiekiem dla Mike'a. Nie przychodzi to łatwo - początkowo wykonuje wolę Pete'a tylko wtedy, gdy sięga on po broń lub ucieka się do przemocy. Jednak droga, którą odbędą we trójkę, okaże się wewnętrzną przemianą dla Mike'a - po całym procesie wyrazi on pierwszy odruch człowieczeństwa, troskę o Pete'a. Wcześniej jednak bohaterowie przemierzają górzyste szlaki, niebezpieczne kaniony i zdradziecką pustynię. Właśnie w przytłaczającym kanionie Mike prosi o wypuszczenie, zaznacza też, że nie złoży żadnej skargi - nie zdaje sobie jeszcze powagi sytuacji. Na pustyni udaje mu się uciec. Nie ma jednak dokąd - gdzie by nie poszedł znajduje się w tym samym miejscu. Niczym cień lub sumienie podąża za nim Pete. Nie łapie go, jakby chciał, aby Mike sam zdał sobie sprawę z własnej sytuacji. Dochodzi do tego dopiero w momencie, gdy bohaterowie napotykają na swej drodze wędrowców, którzy oglądają ten sam odcinek serialu, który oglądała Lou Ann podczas seksu z mężem. Mike najpierw się śmieje, później dociera do niego, co tak naprawdę się stało i zaczyna płakać.
Społeczność. Można odbierać "Trzy pogrzeby" jako zaangażowany film społeczny, nie zostawia bowiem reżyser obojętnie sytuacji społecznej granicznego miasteczka. Po pierwsze uderzająca jest wszechobecna nuda, której każdego dnia muszą stawić czoła mieszkańcy. Gdy Lou Ann spogląda na nieludzko utuczoną sąsiadkę, dla której jedynym zajęciem jest stanie z psem na "spacerze", Jones komunikuje kompletny brak perspektyw. Gdy Rachel pyta męża, ile lat są małżeństwem, w odpowiedzi słyszy: "A co za różnica?" - czas stoi tu w miejscu, poza wyglądem i zobojętnieniem nic się w człowieku nie zmieni, nie ma na co czekać. Reżyser zarysowuje też tragiczny los Meksykanów. Ryzykując deportacją przekraczają nielegalnie granic w celu znalezienia pracy, zarobieniu pieniążków, aby po powrocie zapewnić godne życie rodzinom.
Zaskakujące jest to, w jaki sposób twórca prezentuje pozamałżeński seks - niemal jak radosną wyprawę za miasto na piknik. Panuje bowiem zabawowa atmosfera, a przy beztroskiej muzyce słychać wesołe śpiewy. Dla mieszkańców miasta jest to coś naturalnego, sposób na spędzenie czasu i zabicie nudy. Odwrotny niż powinien jest też stosunek władz miasta do prawa, które przecież stanowią i w najwyższym stopniu powinni go przestrzegać. Rzeczywistość przedstawia się natomiast tak, że szeryf nie zamierza wszczynać śledztwa, nawet po konsekwentnym działaniu Pete'a - na własną rękę w krótkim czasie rozwiązał on zagadkę zabójcy przyjaciela. Z jednej strony więc nuda, z drugiej nawet w zgodnie z prawem nie chcą się kłopotać i wykonać powierzonej im pracy, ale idzie za tym zburzenie wygodnej monotonii..
Telewizja. Mimo że Jones odnosi się do ikonografii westernu (konie, pistolety, ubiór, plenery) akcja rozgrywa się współcześnie. Pojawia się więc nowe dla mieszkańców medium - telewizja. Nie rozumieją go jednak, nie znają. Mieszkańcy są jakby odcięci od świata, żyją własnym życiem poza zdobyczami cywilizacji. Melquiades, mimo strachu przed deportacją, wysiada z auta gdy czeka aż Pete przyprowadzi dziewczyny, i spogląda na wystawę sklepową, na której znajdują się pokaźne telewizory. Powoduje nim ciekawość. Napotkany na drodze niewidomy staruszek słucha nadawanego po hiszpańsku meksykańskiego radia, choć nie rozumie ani słowa. Z kolei wędrowcy, którzy częstują bohaterów mięsem i alkoholem oglądają amerykańskiego tasiemca nie rozumiejąc ani słowa po amerykańsku. W jednym z dialogów pogardliwie pada też nazwisko popularnego rapera Eminema. Kultura amerykańska, rzeczy, które powinny być oczywiste i naturalne, nie są w miasteczku mile widziana. Jedynymi, którzy je rozumieją i nie potrafią bez niech żyć są nowoprzybyli Lou Ann i Mike. Spędzając ze sobą czas w mieszkaniu, każdy ogląda swój własny telewizor. Małżonkę bardziej interesują wydumane perypetie serialowych postaci, niż seks z własnym mężem, który pokazany jest niezmiernie mechanicznie. Bardziej podekscytowani są prowadzący zwyczajną rozmowę bohaterowie mydlanej opery, niż Lou Ann miłosnym aktem. Ona robi to, co musi, on traktuje ją jako zaspokojenie popędu. Telewizja jawi się więc jako rzecz, poprzez którą giną więzi między ludźmi. Aby ją oglądać nie trzeba rozumieć - liczy się sam proces oglądania, oglądactwo. Lou Ann, przywiązana do fotela, nie ma innego wyjścia jak spoglądać na włączony telewizor. Czym jednak różni się takie oglądanie od tego, jak ogląda go na co dzień?
Dosłowność. Twórca "Trzech pogrzebów" niejednokrotnie pokazuje przemoc i rozkładające się zwłoki takimi, jakimi są. Nie stosuje metafory czy upiększeń, nie pomija tych aspektów, które często uderzają widza. Z początku rzeczywiście może to razić, jednak reżyser bez wątpienia osiąga swój cel - ukazując rozkładające się zwłoki czy brutalność zbliża się do prawdy. W którymś momencie osiąga wyższy wymiar opowieści, film staje się jakby krwawą balladą. Przemocą Pete przywraca porządek, scala nią rozbitą jedność świata. Niezwykle wyraźna jest również krytyka amerykańskiego społeczeństwa czy kształtujących je mediów. Najdosłowniej zamyka się to w słowach samego Melquiadesa, który mówi, że "nie chce być pochowany między pieprzonymi bilbordami".
"Trzy pogrzeby" są w istocie uniwersalną przypowieścią - o szacunku, przyjaźni, wierności wartościom i szczerości wobec siebie. Poprzez budowanie ponad fabułą różnych granic (podstawowa między USA i Meksykiem, ale też śmierć czyli skrajnie graniczne doświadczenie czy przekroczenie granic tabu - trup jako tytułowy bohater) i mimo dosłowności (albo paradoksalnie dzięki niej) reżyser osiąga egzystencjalny wymiar opowieści.




Dodaj swój komentarz...