Martwica mózgu (1992), bo o niej słów kilka chciałem napisać, to ostatnia część słynnej, a dla wielu wręcz kultowej „trylogii obrzydliwości", której twórcą jest nowozelandzki reżyser - Peter Jackson, znany nawet największym laikom sztuki filmowej z ekranizacji, nomen omen, też trylogii, tym razem Pierścienia - J.R.R. Tolkiena. Jednak zanim nastąpiły wielomilionowe, niezwykle zaawansowane technicznie produkcje, gwiazdorskie obsady czy wreszcie laury Amerykańskiej Akademii Filmowej, musiało powstać kilka niskobudżetowych, często finansowanych z własnej kieszeni, filmów realizowanych przez grupkę przyjaciół-zapaleńców, musiało przelać się wiele hektolitrów rozwodnionej czerwonej farby imitującej krew czy cała gama efektów specjalnych z cyklu "zrób to sam".
Obok "Martwicy mózgu" (Braindead) w skład rzeczonej "trylogii obrzydliwości" wchodzi "Zły Smak" (Bad Taste 1987) - opierający się na poetyce campu, horror science fiction traktujący o obronie naszej planety przed Obcymi oraz "Przedstawiamy Feeblesów" (Meet the Feebles 1989), bardzo gorzka satyra społeczna ujęta w konwencję Muppet Show. Wszystkie z wymienionych filmów, moim zdaniem, są bardzo udane, jednak to właśnie ostatnia część wzbudza najwięcej kontrowersji i jest spowita mgiełką owej "kultowości", która dla mnie związana jest z osiedlową wypożyczalnią kaset wideo i półką oznaczoną napisam "filmy za 1 zł". Nawiązując do popularnej reklamy telewizyjnej jednej z kart płatniczych, takie wspomnienia są... bezcenne.
"Braindead", podobnie zresztą jak dwa wcześniejsze filmy, to autorski projekt Petera Jacksona. Poza wyreżyserowaniem filmu napisał również scenariusz oraz wzorem Alfreda Hitchcocka pojawił się w filmie - jako pracownik kostnicy spożywający kanapkę przy balsamowaniu zwłok. "Martwica mózgu" swoją poetyką w bardzo czytelny sposób nawiązuje do tradycji filmu gore (z ang. Skrzepła krew), najbardziej drastycznej i krwawej odmiany horroru, która rozwinęła się przede wszystkim w latach 80. w Stanach Zjednoczonych za sprawą takich twórców, jak Tobe Hooper, David Cronenberg, Wes Craven, Frank Henenlotter czy Clive Barker. Jak pisze Andrzej Pitrus w książce "Gore seks ciało psychoanaliza", to, co odróżnia film gore od „tradycyjnego horroru" z lat poprzednich, to specyficzna estetyka. Klasyczny horror opierał się na efekcie zaskoczenia, tworzeniu atmosfery. Pojawienie się monstrum poprzedzone jest zawsze niepokojącym oczekiwaniem. Gore rezygnuje z tego efektu, odrażające monstra pojawiają się na ekranie na równych innym postaciom prawach, a ich brzydota staje się przedmiotem kontemplacji. Napięcie zostaje zastąpione szokiem fizycznym i obrzydzeniem.(1) To, co staje się znakiem rozpoznawczym nowozelandzkiego reżysera, to fakt połączenia charakterystycznej dla gore poetyki z konwencją czarnego humoru. Dzięki temu poszerza pole manewru w realizowaniu "założeń programowych" tego gatunku, czyli przełamywania tabu, wyrażania sprzeciwu wobec zasklepionego systemu wartości, stojącego na straży funkcjonowania w społeczeństwie - norm związanych z rodziną, Kościołem, państwem.
Jackson prowokuje aż do bólu, nic sobie nie robiąc z przyjętych granic w przedstawianiu, wypracowywanych przez dziesiątki lat w sztuce filmowej. Zarówno na płaszczyźnie estetycznej, obyczajowej, jak i religijnej "Martwica mózgu" to dzieło obrazoburcze i bezpruderyjne, mogące obrazić nie tylko co bardziej wrażliwego widza. Już od samego początku, czyli wizyty na wyspie Czaszek, pierwszych perypetii z siłą sprawczą póżniejszych nieszczęść - "szczuro-małpą" czy wizerunku głównego bohatera Lionela - około 30-letniego mężczyzny, wiecznego pechowca, w którego życiu do tej pory było miejsce tylko na jedną kobietę... swoją matkę, zasygnalizowane jest nam, że "będzie się działo". Całość tego efektu dopełnia wymowne ujęcie kosiarki do trawy, która niczym czechowoska strzelba może nie tyle wystrzela, co w pewnym momencie zostaje wprawiona w ruch. Podobnie zresztą jak mikser, piła, sekator czy grabie. Chyba nie muszę tłumaczyć, w jakim celu.
Wszystko to utrzymane w esetyce kiczu, w dobrym tego słowa znaczeniu, przyczynia się do wrażenia dobrej zabawy, jaką podejmują twórcy, co natychmiast emanuje na odbiorcę i przekłada się na salwy śmiechu wobec kolejnych, często absurdalnych sytuacji, jakie niesie za sobą akcja "Martwicy mózgu". Nic tu nie jest wymuszone, jak to często bywa w filmach tego gatunku, gra z konwencją, liczne nietuzinkowe sposoby "pozbycia się" zombie odzwierciedlają jedynie bujną, choć nieco makabryczną, wyobraźnię Petera Jacksona. Jak przeczytałem na jednym z for dyskusyjnych, ten film można "albo kochać, albo nienawidzić". Gusta są różne, lecz trzeba pamiętać o jednym - w dużej mierze to właśnie dzięki tego typu produkcjom, pokazującym ciekawe, niekonwencjonalne pomysły, duży potencjał, nowozelandzki reżyser wypłynął na szerokie wody, a w moim odczuciu "Martwica mózgu" jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym filmem z cyklu "oglądasz, nie jedz".
-----------------------------------------------------------------
1. A.Pitrus, Gore seks ciało psychoanaliza. Pułapka interpretacyjna, Siedlce 1992, s. 48









Moon
Czeski błąd
Salt
Ja, Don Giovanni
Tetro
Natomiast nie podonosilabym raczej tego filmu do miana obrazoburczych ambitnych i przemyslanych..
To nie ta polka.
Jak najbardziej obrazliwy i obrazoburczy, ale czy ambitny?