Czy można zakochać się w Rudej - pytał retorycznie mój matematyk z liceum, po czym sam sobie udzielał odpowiedzi - można, ale po co? Zawsze mi się wtedy robiło nieswojo, bo kobiety o płomiennym kolorze włosów wpisują się (a jakże!) w nieobojętny mi typ urody. Jednak pytanie szanownego profesora dotyczyło zawsze czegoś więcej niż uczniowskich fascynacji - chodziło o utrudnianie sobie życia przez nieodpowiedni dobór środków do osiągnięcia zamierzonego celu.
Pytanie o miłość i bliżej nieokreśloną Rudą wróciło jak bumerang niedawno, w tramwaju - siedzący obok mnie człowiek miał słuchawki na uszach a w przenośnym urządzonku, na wyświetlaczu o wymiarach niewiele większych od pudełka zapałek, leciał film.
OK - pomyślałem, nie będę zbawiał świata, nie powiem facetowi, że zabija sobie odbiór dzieła. Nie powiem, że za nic w świecie nie zobaczy na tym maluchu wszystkiego, co spece od HD byli uprzejmi dla niego wymyślić, że poszatkowana w rytmie tramwajowych przesiadek projekcja to lipa i żadne oglądanie. Będę siedział cicho, zajmę się swoimi sprawami, a mój współpasażer niech się dalej wpatruje w swój wyświetlaczyk - może dostanie zeza. Nic mi do tego.
Ciekawość jednak jak zwykle okazała się silniejsza, nie wytrzymałem presji, zacząłem mu zaglądać przez ramię - chciałem przynajmniej wiedzieć czyje losy z takim zapamiętaniem śledzi mój towarzysz tramwajowej niedoli (poniedziałek rano). Szczęka mi, wybaczą Państwo frazes, opadła - gość na tym zabawkowym ekraniku oglądał nic innego jak tylko hicior absolutny, najnowsze, rewolucyjne dla kinowej percepcji i wyczekiwane od dawna wizualne cacko - Avatara.
Dwa dni wcześniej siedząc w ogromnej sali kinowej z okularami 3D na nosie, przed ekranem wielkości kortu tenisowego zastanawiałem się czy fakt, że oglądam „zwykłe 3D", a nie najbardziej zaawansowaną technicznie wersję, pokazywaną w IMAX-ach, nie zepsuje mi tego, co zaplanował dla mnie pan Cameron. Zwłaszcza, że pan Cameron nie poświęcił dwóch tygodni na to, by dać mi możliwość obejrzenia swojego filmu w optymalnych warunkach - tak by absolutnie nic nie umknęło. Chciał, by świat stworzony na potrzeby „Avatara" był kompletny, przepiękny, by emanował przepychem i zaskakiwał feerią barw w najdrobniejszym szczególe. Poświęcił na to kilka lat życia, nie tylko swojego, ale i całego zespołu twórców. To dla mnie wystarczający argument, by wejść w ten układ na zdrowych zasadach - ja idę na projekcję 3D i dostaję infantylną, acz wizualnie piękną historię, pan Cameron zgarnia laury i wrzeszczy potem na Oscarowych galach, że jest królem świata. Umowa stoi.
Gdy wróciłem myślami do tramwaju, pomyślałem o tym jak żenujące i biedne musi być dla widza oglądanie filmu tylko po to, by móc powiedzieć, że się go widziało, a i to co najmniej nadużycie . Widziało się szkic filmu, kawałek, niedorobiony substytut. Można, ale po co? W moim odczuciu już oglądanie „Avatara" poza projekcją 3D - choćby w kinie, nie ma sensu. To nie ten film.
Wiadomo, oglądając jeden film w tygodniu człowiek wydaje prawie 1000 zł rocznie, ale czy naprawdę można kino kochać i jednocześnie kopać w najczulsze miejsce. Trochę to tak jak gdyby zrobić i czytać streszczenie z Prousta - można, ale po co? I nie chodzi tu bynajmniej o przyrównywanie przygód kosmicznych marines do „W poszukiwaniu straconego czasu" ale o kulturowe przetwórstwo połączone z ewolucją techniczną i miniaturyzacją. Paradoksalnie, urządzenie mające dawać poczucie braku ograniczeń w dostępie do multimediów, staje się przy skromnym udziale ignorancji i tumiwisizmu uczestnika kultury hamulcem, przeszkadzajką. Na szczęście pan Cameron chyba nie jeździ tramwajem, bo gdyby jeździł, następnym razem, kiedy pomyślałby o poszerzaniu czy przekraczaniu ram kinowego spektaklu, mógłby pomyśleć w cichości serca - można, ale po co?



Moon
Czeski błąd
Salt
Ja, Don Giovanni
Tetro
Jeśli ktoś wybiera się na ten film (a to właściwie konieczność :) ), sugeruję porządne kino z dużym ekranem i porządnym nagłośnieniem — oczywiście w 3D. Sam wybiorę się jeszcze co najmniej raz...
Aaa, jeszcze jedno. Polecam zrobić rezerwację 3–4 dni wcześniej. Inaczej można się sfrustrować (jak ja tydzień temu)
Pozdrawiam.
Pierwsza negatywna opinia. Zastanawiałem się, czy się pojawi :)
Myślę, że ci, którzy na film idą, wiedzą, po co. Fabuła nie poraża, jasne, ale w tym przypadku da się na nią przymknąć oko i to bez bólu.
Dlaczego ten film jest tak genialny?
Dla mnie ze względu na piękny i spójny świat. Na pietyzm, z jakim chłopcy i dziewczęta podeszli do tematu. Wykreowany świat jest sam w sobie tak wspaniały, że oglądając film, nie mogłem się doczekać, kiedy znowu dane mi będzie podziwiać jego wspaniałość.
Scenariusz jest jak najbardziej do zaakceptowania. Nie spodziewałem się wielopoziomowych wątków ukrytych miedzy wierszami. To jest głównie rozrywka, a rozerwać się można przy filmie przednio.
Film jest przeznaczony dla widzów od 12 lat. To pewnie wygląda tak: lubisz filmy sci-fi z oryginalnym, doskonale stworzonym światem — zachwyt gwarantowany, szukasz intrygującej fabuły... — rozczarujesz się.
Wydaje mi się, że podeszłaś/podszedłeś do Avatara zbyt krytycznie, ale oczywiście szanuję Twoją opinię, mimo że trudno mi się z nią zgodzić, oj trudno :)
Pozdrawiam.
http://wyborcza.pl/1,76842,7463393,_Avatar____ratowanie_mitu.html
Pozdrawiam
Faktycznie miłosna historia i efekty wizualne to dla mnie ciut za mało. jednak po dopełnienie ekologiczną treścią tworzą harmonijną opowieść.
nie mieszajmy Leonarda w sprawy bajek...
Nie ma sie tez co ekscytowac taka tworczoscia, bo i tak hordy ludzi na to pojda. Mnie przeszkadzaja nominacje do oskara za najlepszy film dla Avatara i District 9 - to duze naduzycie. Dobrze zrobione rzemioslo nie zawsze jest sztuka, choc sztuka wymaga rzemiosla.
Ja sie na obu filmach wynudzilem ale moge odpowiedzialnie powiedziec, ze to moje zdanie a nie zaslyszane :)
Zgadzam sie w jednym jest to film dla dzieci a dorosli dorabiaja do niego niepotrzebnie jakies dziwne ideologie.
z Pieta chodzilo mi oczywiscie o Michala Aniola a nie o Leonarda :)
Metody zdobywania ziemi złota i wdrażanie wartości chrześcijańskich odzwierciedlone w fabule.