Pobierz najnowszy plugin Flash

GDZIE ZGODA, TAM ZWYCIĘSTWO

Patrycja Jama

Czasami tolerancja jest inną nazwą obojętności"Rodzinny dom wariatów" nosi oryginalny tytuł - "The Family Stone". Angielski wyraz stone za pewne za sprawą brytyjskiego zespołu Rolling Stones kojarzy nam się przede wszystkim z kamieniem, tą drogą zbliżamy się do meritum fabuły. Rodzina Kamieni czy może Państwo Kamienni owszem są twardzi i chłodni, niezniszczalni. Co więcej stone to także czasownik oznaczający drylowanie, ukamienowanie. Taką usuwaną pestką może czuć się ktoś spoza kręgu familii niezbyt przystający do panującej zasady braku zasad[1], wyzwolenia mentalnego i emocjonalnego. Meredith Morton jest zmurszałą, sztywną, odchrząkującą kruchym gardełkiem, rachityczną karierowiczką o równie mizernym poczuciu humoru i umiejętności dostosowania się do sytuacji za cenę deprecjonowania swoich ksenofobicznych ideałów. Jej aktualny mężczyzna – Everett namówił ją na bliskie spotkanie z rodzinką podczas nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Nie wie jeszcze, że przykra Amy, (poznana odpowiednio wcześniej jego siostra) to dopiero wierzchołek góry lodowej. Domownicy są równie patologicznie hermetyczni, skupieni wokół liberalnych wartości, konserwatywni w swojej tolerancji. Przyjęty monoustrój to pierwsza przeszkoda w nawiązaniu pro rodzinnej relacji z przyszłą synową.Miód, chociaż słodki, nadmiarem słodyczy tłumi apetyt i sprowadza mdłości Choć film Bezucha wbrew temu co wnioskujemy ze zwiastuna lub czytamy na wortalach nie jest ani komedią ani romantyczną. To de facto jego zaleta, podobnie jak wątki w nim poruszane: homofobia, rodzicielstwo par homoseksualnych, życie w cieniu nowotworu, kobiecość zagrożona mastektomią, więzy rodzinne w obliczu śmierci jej członka oraz szereg Frommowskich potrzeb: zaspokojenia i ekspresji siebie, konieczność związania z drugim człowiekiem, odnalezienie własnego miejsca. Są to istotne zagadnienia społeczne i rzadko poruszane w kinie szerokopasmowym, ale jeśli już to w myśl sprawdzalnej zasady nadmiar zalet to duża wada, twórcy ograniczają się do jednego motywu. Tu – kolokwialnie mówiąc - do wyboru, do koloru. Powoduje to, że momentami mamy problemy ze skupieniem, trudność z wczuciem i tym bardziej zidentyfikowaniem się z którąś z postaci. Jest to obraz niezwykle przeintensyfikowany, bazujący wyłącznie na emocjach.Potrzeba kamień dziurawiOstatecznie Meredith po kilku emocjonalnych turbulencjach udaje się zdjąć kamień z serca. Rodzina również odnajduje rąbek dobrych manier i empatii. Mury Jerycha skruszone. Happy end (połowiczny, bo proszę pamiętać, nie jest to zwykły film z Ameryki, ale ten z rzędu ważkich) . Na pewno jest on z lekka spóźniony, gdyż w sam raz na minione święta, które są i czasem burzy i naporu, ale głównie przemian, magicznej mocy naprawiania, refleksji w głąb siebie. Mam nadzieję, że obroni się wagą i ekumenicznością mnogiego tematu, gdyby nie dystrybutorzy – filmowi demiurdzy – którzy zrobili z niego marketingowy patchwork – trochę prowokacji (o gejach na poważnie a tym bardziej szczęśliwie - nie mylić z śmiesznie - obecnie trudno w mainstreamie), kilka wielkich nazwisk (Keaton, Jessica-Parker, Danes), szczypta reklamy. Śliwki z mydłem, groch z powidłem, ale jakby nie było smakowite.[1] Może poza jedną – "Ben - trawkę palimy poza domem."


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2014 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt