„Wrota do piekieł" (2009) to interesujące połączenie dwóch różnych metod straszenia widza - budowania nastroju zwieńczonego zaskoczeniem oraz scen wywołujących obrzydzenie. Plus ciekawostka: za przewidywanie przyszłości można płacić kartą.
Sam Raimi miesza ze sobą nie tylko różne sposoby wywoływania strachu, co wychodzi mu bardzo dobrze, ale również humor z powagą, co z kolei sprawdza się już dużo gorzej. Jako że ciężko wyczuć, które momenty miały w zamierzeniu reżysera być zabawne - rodzi się lekkie zdezorientowanie. Jeśli przyjąć, że cały film został zrealizowany na poważnie, zbyt wiele scen jest tu groteskowych i absurdalnych. Jeśli natomiast założyć, że „Wrota do piekieł" to jedna wielka zgrywa, jest ona zwyczajnie mało zabawna.
W filmie twórcy „Martwego zła" przeplatają się również sceny godne ręki mistrza z nieprzekonującymi dłużyznami. Akcję niepotrzebnie spowolniają rozterki urzędniczki bankowej Christine (Alison Lohman) związane z jej miejscem pracy, sprowadzające się zresztą do prostej decyzji: udzielić czy nie udzielić odroczenia w spłacie kredytu. Innymi słowy: podjąć decyzję zgodną z własnym sumieniem czy raczej z oczekiwaniami szefa. Wybór wydaje się oczywisty - Christine jest w końcu młodą, ambitną osobą. Pech chce jednak, że zmierzając do celu po trupach, urzędniczka sama może prędko stracić życie. Zalegająca ze spłatą stara Cyganka (Lorna Raver) okazuje się na tyle niezadowolona z usług banku, że rzuca na jego pracownicę groźną klątwę...
Dalej wydarzenia rozwijają się schematycznie i bez większych zaskoczeń: Christine odwiedza medium, próbuje przeprosić się z Cyganką, by wreszcie skończyć na seansie spirytystycznym. Ciekawiej robi się dopiero pod sam koniec filmu, choć nieprzewidywalny finał jakoś jednak daje się przewidzieć. Niemniej warto na Wrota do piekieł zwrócić uwagę. Mimo że jako całość nie przekonuje, kilka scen Raimi realizuje bezbłędnie, choćby rozgrywającą się w samochodzie bójkę między Christine i starą Cyganką.
„Wrota do piekieł" są także swoistym katalogiem technik, jakimi twórcy horrorów próbują straszyć widza. Stephen King podzielił je (w kolejności od najbardziej wyrafinowanego sposobu do najmniej) następująco: groza, strach, obrzydzenie. Twórcy Spider-Mana, choć sięgnął po wszystkie z nich, akurat tym razem najlepiej wyszły te ostatnie. Dodajmy: najłatwiejsze do zrealizowania...



Oto alternatywna recenzja do poczytania, polecam!!! :)