Najnowszy film Michaela Mann to sentymentalna podróż do burzliwych dla Stanów Zjednoczonych, lat trzydziestych, gdzie nieustanny napływu europejskich imigrantów, wprowadzenie w 1920 roku prohibicji oraz wybuch Wielkiego Kryzysu Gospodarczego doprowadziły do niekontrolowanej ekspansji kryminalistów. Swoją „działalność" rozpoczynali wtedy Al Capone, John Dillinger czy 'Baby Face' Nelson. Na nazwiskach tych ostatnich, opiera swoją historię Mann.
Po pierwszych kadrach filmu już wiemy, że będzie to nieustający pojedynek pomiędzy odważnymi przedstawicielami prawa, a złymi przestępcami, mordującymi i rabującymi. Jednak nie do końca funkcjonuje taki podział ról, ponieważ klasyczne kino gangsterskie stworzyło pewnego rodzaju ewenement, a mianowicie postać antybohatera, z którym ochoczo i bez zastanowienia identyfikuje się widz. W filmie Manna mamy podobną sytuację - reprezentacji prawa to zapatrzeni w siebie idealiści, niemogący przełknąć goryczy porażki, a publiczność „kibicuje" poczynaniom gangsterów, takich jak: Dillinger i jego banda. Co warte podkreślenia, ich działania nie są skierowane przeciwko społeczeństwu (symboliczna scena w banku czy wypuszczanie zakładników na wolność), ale władzy narzucającej na ludność Ameryki same zakazy i nakazy, mobilizującej kryminalistów do napadania na banki i porywania bogaczy. Postać Johna Dillingera porównać można więc do samego Robin Hooda, którego poczynania miały na celu ośmieszenie i poniżenie aparatu władzy.
Film Manna to konfrontacja pomiędzy Johnem Dillingerem (Johny Depp), a wzorowym agentem Melvin Purvis (Christian Bale), który obejmuje dowództwo w chicagowskiej jednostce agencji FBI. Na postaciach tych dwóch mężczyzn skupia się opowieść. Dillingerem, grany przez Deppa to jednocześnie bezwzględny gangster napadający na banki, planujący kolejne przechwyty rządowych pieniędzy, działający przeciwko amerykańskim politykom i ich konserwatywnym poglądom. Z drugiej strony to bandyta, który nie strzela do cywilów, nie rabuje ich pieniędzy. Jak sam twierdzi musi żyć w zgodzie ze społeczeństwem, ponieważ dzięki życzliwości ludzi znajduje schronienie i pomoc w trudnych sytuacjach. Z kolei Purvis to przedstawiciel prawa, pewny siebie tropiciel bandytów i kryminalistów, zgłębiający nowoczesne tajniki mające na celu eliminowanie najgroźniejszych nawet przestępców. Jednak żadna ze stworzonych przez Deppa oraz Bale'a postaci, nie przekonuje. Na ekranie przemykają twarze młodych mężczyzn nieskalanych chociażby jedną blizną wskazującą na ich profesje, w ich oczach brak nienawiści, zacięcia i odrobiny brutalności czy też nieokrzesania. Nie są to czarne charaktery, ale młodzieńcy wystylizowani na przedstawicieli burzliwych lat trzydziestych. Depp i Bale przywołują na myśl duet stworzony przez De Niro i Pacino w innym filmie Manna, pt. „Gorączka" (1995). Powstały prawie piętnaście lat temu obraz był popisem aktorskich możliwości wymienionych panów, a pojedynek wykreowanych przez nich postaci przeszedł do historii kina.
We Wrogach publicznych (2009) reżyser skupia się nie tylko na gangsterach napadających na banki, uciekających przed wymiarem sprawiedliwości, kpiących sobie z policji i władzy, ale ukazuje także początki, raczkującej w tym czasie agencji FBI, kierowanej przez J. Edgara Hoovera.Prezentuje metody postępowania, ułomności i zacofanie stróżów prawa, stosujących tortury i przemoc nawet wobec kobiet (scena przesłuchania Billie, granej przez Marion Cotillard).
Zdecydowanie najmocniejszą stroną filmu Manna jest stylistyka lat trzydziestych oraz ich klimat stworzony na ekranie. Mamy więc: ciemne uliczki Chicago, samochodowe pościgi za przestępcami, imponujące strzelaniny pomiędzy gangsterami a policją oraz urodziwą kobietę, która staje się piętą achillesową Johna Dillingera. Wymienione element w doskonały sposób oddają klimat tamtego okresu i są idealnym tłem do opowiedzenia historii o najsłynniejszych amerykańskich gangsterach lat trzydziestych.
Jednak sama oprawa scenograficzna nie wystarczy do stworzenia imponującego dzieła, nawiązującego chociażby do wspomnianej przeze mnie Gorączki. Filmowi brakuje dynamizmu, wartkości akcji, bo paraboliczna atrakcyjność „Wrogów publicznych" jest niestety męcząca. Zupełnie niezrozumiałą decyzją jest wprowadzenie kamery z ręki, która wprowadza chaos, a nie realizm wydarzeń, odbiegając całkowicie od wysublimowanej stylistyki klasycznych filmów gangsterskich.
Zdecydowaną perełką jest końcowa sekwencja „Wrogów..." rozgrywająca się na sali kinowej, gdzie Dillinger ogląda „Wielkiego gracza" (1934) W.S. Van Dyke z niezapomnianym Clarkiem Gable'em w roli głównej. W wykreowanej przez Gable'a postaci Edwarda J. 'Blackie' Gallaghera, Johny dostrzega swoje własne odbicie i akceptuje nadchodzącą śmierć.





Dodaj swój komentarz...