To chyba jedna z najczęściej filmowanych postaci w amerykańskim kinie. Głowa państwa, mąż stanu, rządzący bodaj najpotężniejszym krajem na świecie - prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pokazywany w różnoraki sposób: czasami jak bohater („Dzień Niepodległości" /1996/, „Air Force One" /1997/), innym razem, jak przestępca, czy wręcz kryminalista (Frost/Nixon /2008/), pionek sterowany przez swoich doradców i współpracowników (recenzowane „W." /2008/). Tą postacią, zainteresował się także sam Oliver Stone, weteran tematu, reżyser takich filmów, jak „JFK" (1991) oraz „Nixon" (1995), ukazujących sylwetki kontrowersyjnych prezydentów USA.
Najbardziej zaskakujące jest to, że reżyser podjął się sfilmowania biografii głowy państwa, która dopiero co żegna się z Białym Domem i pełnioną przez siebie funkcją. Burzliwe życia George W. Busha (w tej roli Josh Brolin), jego problemy alkoholowe, chore ambicje oraz chęć udowodnienia ojcu i chyba całemu światu, że będzie kimś (trauma związana z nazwiskiem i tradycjami rodzinnymi) oraz kontrowersyjne rządy trwające osiem lat, mające skutek globalny (rozpoczęcie wojny z Irakiem), sprawiły, że powstał obraz będący swego rodzaju przestrogą dla kolejnych prezydentów USA, ale i wyborców. Sam Stone powiedział tak: „Ten facet zasługuje na film. On jest jak Napoleon, wielu ludzi mu uwierzyło, a konsekwencje jego błędów będziemy ponosić jeszcze długie lata". Jak świat i społeczeństwo amerykańskie oceniają rządy Busha Juniora? To chyba jeden z najmniej lubianych prezydentów USA, jego karykatury krążą w mediach, a w krajach islamskich pali się kukły z podobizną przywódcy. Być może właśnie z tych względów Stone postanowił zmierzyć się z życiorysem Busha, ukazać nieznany nam do tej pory obraz człowieka, który ukończył prestiżowy Uniwersytet Yale, a rządy nad największą potęgą gospodarczą świata objął dzięki niewiarygodnym zbiegom okoliczności.
Elementy biograficzne przeplatają się tu z działaniami politycznymi podejmowanymi przez sztab doradców Busha i jego samego (głównie chodzi o decyzje dotyczące rozpoczęcia inwazji wojsk amerykańskich na Irak). Stone uświadamia nam, jak postępowanie głowy państwa może wpłynąć na losy całego świata. Podkreśla, że z konsekwencjami decyzji Busha i jego gabinetu będziemy zmagać się jeszcze długo. Przerażające są okoliczności, w których zostają podjęte tak ważne i znaczące dla całego globu działania. Cały film jest zbudowany z dwóch głównych wątków: pierwszy to swego rodzaju droga Busha Juniora do Białego Domu (jego przemiana również jako człowieka), drugi dotyczy kulis podjęcia decyzji dotyczącej rozpoczęcia wojny w Iraku.
Jednak znając poprzednie filmy Stone'a, prezentujące postaci byłych przywódców USA, W. jest obrazem słabym, momentami wręcz nudnawym, choć uświadamiającym, jakimi sposobami można dojść aż do Białego Domu. George W. Bush został pokazany jako rozpieszczony, grymaśny człowiek, mocno ograniczony w swoich poglądach na świat i sytuację polityczną Ameryki, pełen chorych ambicji, świadomy kompleksów związanych z nazwiskiem rodowym, chcący udowodnić wszystkim, że będzie kimś. Jego zachowanie jest momentami śmieszne, często żenujące i denerwujące, tym bardziej nasuwa się pytanie: jak naród amerykański mógł wybrać takiego człowieka na prezydenta?
Oglądając najnowszy obraz Stone'a, uświadamiamy sobie działanie mechanizmów funkcjonujących w świecie polityki, sposoby dochodzenia do wysokich stanowisk na szczeblach władzy. Pomimo ciekawego tematu i dobrze napisanego scenariusza przez Stanleya Weisera, filmowi brakuje odpowiedniego rytmu, ale także krytycznej oceny odchodzącego prezydenta. Reżyser skupił się głównie na ukazaniu pewnych ułomności Busha, ale nie osądza jego postępowania, stara się jedynie przestrzec społeczeństwo, uczulić na wybory, których dokonujemy. Za mało tu ironii, zjadliwości. Obraz raczej rozczarowuje.





ale dziękuję za cenne uwagi:)
A kiedy miał się podjąć? Na początku?