Underworld: Bunt Lykanów (2009) Patricka Tatopoulosa to zrealizowany z nadmierną powagą i bez polotu wtórny film. Strata czasu, nawet dla fanów podobnych widowisk.
Zastępujący na fotelu reżysera Lena Wisemana, autora dwóch wcześniejszych odsłon „Underworld", Tatopoulos kolejny raz opowiada krwawą historię toczącej się od stuleci wojny między Wampirami a ich niewolnikami, Lykanami. Ci drudzy stopniowo dojrzewają do buntu, którego zapalnikiem będzie zakazana miłość Luciana (Michael Sheen) i Sonii (blada Rhona Mitra). Żeby naprawdę mogli być razem, Lucian musi wyrwać się z niewolniczego losu; pociągnie też za sobą innych Lykan, dotkliwie poniżanych i ponad siły wykorzystywanych. Na drodze stanie im rządzący żelazną ręką wampirzym królestwem Victor (w tej roli groteskowy Bill Nighy), także ojciec Sonii...
„Bunt Lykanów" to kino z pogranicza fantasy i horroru, które nie sprawdza się ani jako jedno, ani drugie. Jako fantasy zawodzi, ponieważ jest wtórne i mocno wysilone - w samej tylko finałowej scenie Władcy pierścieni: Dwóch wież (2002) Petera Jacksona działo się dużo więcej. Jako horror nie sprawdza się, gdyż straszy nieskutecznie - efekty specjalne są sztuczne, a czające się za bramami zamku potwory mało straszne. Ponadto otrzymujemy tak zgrane i do cna wyeksploatowane figury, jak miłość niemożliwa czy dążenie niewolników do wolności. Najgorsze jest jednak to, że twórcy opowiadają całą historię w stu procentach na poważnie, bez krzty dystansu i narracyjnej lekkości - efektem jest utwór mocno wymęczony, momentami w sposób niezamierzony śmieszny (wyniosłe miny Nighy'a, scena miłosna między Lucianem i Sonią, czy pojedynek tej drugiej z ojcem). Pochwalić w tym miejscu należy aktorów - zachowują pokerowe miny nawet w scenach, w których wygadują zdumiewające głupoty.
Zaletą filmu Tatopoulosa wydaje się być jedynie mroczny, niepokojący klimat. Naprawdę niepokojące jest jednak to, że finał „Buntu Lykanów" nie pozostawia wątpliwości - czwarta odsłona serii powstanie...



Nawet "popatrzenie na Selene paradującą w obcisłych plastikowych ciuszkach, jak skopie kilka kolejnych tyłków" nie przynosi tym razem radochy.