Nie wiem czy film ten można nazwać komedią. To raczej rodzaj skeczu lub swoisty kabaretu (może po przez udział jednego z filarów „Mumio" Jacka Borusińskiego). Reżyser Sławomir Kryński posłużył się jedną z odmian komedii, a mianowicie sięgnął po farsę filmową, opartą w głównej mierze na humorze sytuacyjnym , gagach i dynamicznych zwrotach akcji. Wszystko to łączy się w nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, a bohaterzy często zmieniają swoją osobowość. Taki też jest film To nie tak jak myślisz, kotku (2008).
Historia tylko z pozoru wydaje się prosta i klarowna. Głównym bohaterem całego zamieszania jest znany i szanowany neurochirurg - doktor Filip Morawski (w tej roli Jan Frycz, którego możemy również oglądać w Nieruchomym poruszycielu /2008/), który wyjeżdża na zjazd nad morze. Jednak problem w tym, że swoją żonę informuje o wyjeździe do Warszawy, a ta (rewelacyjna kreacja Kasi Figury jako pani doktorowej), wykorzystując sytuację zabiera kochanka na romantyczny weekend nad morze (oczywiście małżonkowie muszą się spotkać w tym samym miejscu - Grand Hotel w Sopocie). Doktor nie chce samotnie spędzić tego wyjazdu, dlatego towarzyszy mu młoda i naiwna pielęgniarka Dominika. Jakby tego było mało w hotelu zjawia się niespodziewanie asystent doktora, niejaki Jakub Bazyl (w tej roli Jacek Borusiński znany z reklam pewnej sieci telefonów komórkowych). Mamy już doktora Morawskiego z towarzyszką oraz doktorową z jej kochankiem (jak się później okaże złodziejem) i asystenta. Dodatkowo pojawia się jeszcze postać narzeczonej Bazyla, która przybywa wraz z tatusiem, by ten mógł poznać wyśnionego narzeczonego jego córki. W całą sytuację jest także zamieszany kierownik hotelu oraz krajowy konsultant do spraw neurochirurgii, który pragnie Morawskiego zrobić swoim następcą.
Niezliczona ilość bohaterów i nadzwyczaj szybko zmieniająca się ich tożsamość oraz dynamiczny rozwój wydarzeń, sprawiają, że momentami można poczuć się zagubionym. Film staje się w pewnym stopniu skeczem okraszonym wątkiem kryminalnym (napad na bank we Wrocławiu). Może to wszystko i śmieszne, ale nie sprawia, że obraz można zaliczyć do udanych. Walorem jest przemyślany scenariusz i obsada. Warte podkreślenia są kreacje aktorskie - na słowa uznania zasługują nie tylko Frycz i Figura (która upodabnia się tu trochę do Sophie Loren), ale cała plejada towarzyszących im gwiazd polskiego kina (m.in. Kot czy Orzechowski). „To nie tak jak myślisz, kotku" przypomina takie komedie, jak: „Lemur zwany Rollo" (1997) czy „Rybka zwana Wandą" (1988). Z pewnością pomysł reżysera na wykorzystanie farsy dało lepszy efekt niż widok kolejnej (nieudanej dodajmy) komedii romantycznej. To zdecydowanie inny rodzaj humoru na naszym polskim gruncie komediowym. Może jednak wart jest obejrzenia...




Szkoda że nastały czasy chodzenia "do kina" - dosłownie, bo nic do oglądania nima ;(