Superhero (2008) Craiga Mazina znacznie bliżej do humoru zaprezentowanego serią "Strasznych filmów" (2000, 2001, 2003, 2008), niż choćby "Nagiej broni" (1988), z którą łączy go tylko osoba Leslie Nielsena. Nisko latające dowcipy początkowo nawet bawią, lecz z czasem stają się przewidywalne i nieznośnie niesmaczne.
Wyśmiać schematy i żelazne reguły, rządzące komiksowym kinem o super-bohaterach nie jest trudno. Problem w tym, że owe kino staje się coraz bardziej samoświadome i, co potwierdza "Iron Man" (2008) Jona Favreau, potrafi dyskretnie śmiać się samo z siebie. O ile jednak zdystansowany Robert Downey Jr. subtelnie mrugał do widza okiem, o tyle "Superhero" idzie już na całego. Zaczerpniętą ze "Spider-mana" (2002) Sama Raimi'ego oś fabularną doprowadza wręcz do absurdu, co z początku jest dość zabawne. Zakompleksiony nastolatek, kłopoty w szkole, niespełnienie w miłości, dojrzewanie i super moce. Ukąszony przez genetycznie zmutowaną ważkę Rick Riker (Drake Bell) wbrew własnej woli przeistacza się w tytułowego Superhero, czyli w Człowieka-ważkę.
Zabawne jest tworzenie przez Rikera kostiumu, jego oswajanie się z nowo nabytymi zdolnościami czy relacje z wujem (niezawodny Nielsen). Jednak wraz z przyzwyczajeniem się do prostego schematu, na którym zasadzają nie niemal wszystkie dowcipy "Superhero" traci walor nieprzewidywalności. Z ekranu zaczyna wiać nudą, gdyż twórcom nie starczyło niestety inwencji na finał, który jest zwyczajnie rozczarowujący. Pozytywnym zaskoczeniem pozostaje natomiast Drake Bell, trafnie parodiujący zagubienie wiecznie zdziwionego Ricka.
O wiele bardziej satysfakcjonujące były drobne smaczki, powplatane w fabułę filmu, jak żarty z serwisu Google, portali społecznościowych (w polskim tłumaczeniu z Naszej-klasy) czy z "wrzucania" wszystkiego, co się zarejestruje telefonem komórkowym na YouTube. Wszystkie te drobne dowcipy przebija jednak przezabawna parodia wystąpień Toma Cruise'a. Znudzeni mechanicznie serwowanymi gagami mogą skupić się na wyłapywaniu cytatów z innych filmów, niespecjalnie zresztą wyrafinowanych - najwięcej jest ich z "Batmana" (1989) i "X-Mena" (2000). Filmy, z których "Superhero" się naśmiewa można śmiało obejrzeć również po wyjściu z kina. Nie stracą nic ze swych walorów.



Dodaj swój komentarz...