Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Spirit - Duch Miasta"

PATHOS POD KOŁAMI CIĘŻARÓWKI

Zosia Ścisłowska

Frank Miller, który długo bronił się przed ekranizacjami swoich komiksów w końcu uległ propozycji Roberta Rodrigueza, czego owocem było przeniesione na ekran trzy lata temu „Sin City". Praca nad filmem była na tyle rozwijająca, że Miller nabrał wystarczającej pewności siebie, aby samemu spróbować swoich sił w roli reżysera. Tym sposobem na ekranie znalazł się komiks autorstwa Willa Eisnera pod tytułem „Spirit - Duch miasta".

Głównym bohaterem serii komiksowej jest niejaki Spirit - tajemniczy obrońca Central City. Każdej nocy pod osłoną ciemności wyrusza na spotkanie złoczyńcom i drobnym przestępcom, którzy burzą spokój pogrążonego we śnie miasta. W filmie głównym antagonistą Spirita jest Octopus - jeden z najbardziej bezwzględnych stręczycieli miasta, który owładnięty ideą nieśmiertelności nie cofnie się przed niczym. Octupus wraz ze swoją oddaną pomocnicą Silken Floss poszukują dwóch zaginionych skrzyń, gdzie tysiące lat temu rzekomo ukryto drogocenną czarę z krwią Herkulesa. Druga skrzynia kryje drogocenny skarb Argonautów, którego śladami podąża niebezpieczna Sand Saref - nota bene jeszcze do niedawna bliska znajoma Spirita.

Spirit - superbohater bliżej nieokreślonej współczesności, który nosi trampki o śnieżnobiałych podeszwach i czerwony krawat - jest błyskotliwym wytworem postmodernistycznie rozbuchanej wyobraźni Eisnera. Jednak ta ponowoczesna gra nie uwidacznia się tylko na poziomie konstrukcji bohatera pierwszoplanowego. Spirit łączy w sobie szereg konwencji i rozwiązań charakterystycznych dla różnych gatunków filmowych. Obok wiodącej historii ostatniego sprawiedliwego, bohatera z ducha romantycznego, który walczy przeciwko nieprawości i zakłamaniu, mamy tutaj m.in. wątek miłosny, intrygę sensacyjną, historię opętanego naukowca i elementy filmu policyjnego z dużą dawką podskórnego erotyzmu. Komiks, a za nim film, zręcznie wplatają w opowieść o „mieście grzechu" wątki mitologiczne, które nawiązują symboliczny dialog z kulturą wysoką. Wszystkiemu patronuje z oddali klimat amerykańskich filmów kina noir wraz z całą implikowaną ikonografią przedstawieniową nurtu.

Nadzwyczaj widowiskowym aspektem filmu jest sposób kreowania scen przemocy. „Spirit" wpisuje się w poczet filmów, które odnajdują dużą przyjemność w spektakularnych, tutaj wręcz groteskowych przedstawieniach przemocy. Ten sposób obrazowania przywołuje konwencje gier z pułki kultowego swego czasu Mortal Kombat, które rozkoszowały się eksplorowaniem uniwersum oryginalnych i nietuzinkowych metod zadawania bólu.

Pomijając fakt ospałego tempa akcji- uciążliwe stają się przestoje w rozwoju wydarzeń, czemu króluje nieznośnie sentymentalny, retrospekcyjny epizod z czasów dzieciństwa bohatera- „Spirit" zrealizowano z godnym podziwu rozmachem wizualnym. Komiksowe metody zakomponowania przestrzeni znajdują tutaj szerokie zastosowanie. Elementy stricte filmowe łączą się z tymi o proweniencji czysto komiksowej, co wpływa na efektowne zróżnicowanie faktury obrazu. Film jest konglomeratem scen zorientowanych na to, by zaskakiwać i oszałamiać rozmachem środków i rozwiązań. Faktycznie, najnowszy projekt Franka Millera pogłębia metodę twórczą, którą Rodriguez z Tarantino zainicjowali filmem Sin City. Jednocześnie w „Spirit" dostrzegalna jest duża troska realizatorów o wizualną atrakcyjność ujęć, czego najlepszym przykładem jest ciekawe wykorzystanie śniegu, który dodaje obrazowi niezwykłego wysublimowania.

„Spirit" jest filmem tworzącym sugestywną wizję mrocznego świata Central City, miejsca, w którym już tylko śnieg jest tak naprawdę czysty. Tym większym rozczarowaniem jest fakt, że ten niezwykle efektowny mariaż gry konwencji i wymyślnych środków realizacyjnych wnosi tak niewiele treści.


Jak do tej pory 2 komentarze

  • 1. jk
    film straszny, straszny, straszny....
  • 2. Jawor
    Nie jstem wymagajacym widzem. Wyszedlam przed koncem z dwoch filmow w zyciu: polskiego Ajlawju i Spirit... Tragedia. Nie wiem co to mialo byc, ale czegos tak nudnego dawno nie widzialem. Jesli ten film mial byc zartem rezysera, to wyszedl mu kompletnie nie smieszny. JEsli ktos juz umiera z czystej chamskiej cikawosci, to radze sciagnac ten film z netu, bo na seans w kinie szkoda pieniedzy.

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt