Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Siedem dusz"

W POGONI ZA SENSEM

Krzysztof Czapiga

„Bóg stworzył świat w siedem dni. A ja zniszczyłem swój świat w siedem sekund", takie słowa słyszymy na początku „Siedmiu dusz" (2008) Gabriele Muccino. Ładnie to brzmi, tyle że jest nieprawdą - stworzenie świata zajęło Bogu tylko sześć dni, w niedzielę odpoczywał. A to dopiero przedsmak kulawej symboliki i pretensjonalnej wymowy filmu.

Siedem dusz zaczyna się szalenie intrygująco. Ben Thomas (Will Smith) dzwoni na pogotowie, aby wezwać karetkę do samobójcy. Chwilę później z jego słów dowiadujemy się, że samobójcą, którego ma na myśli jest on sam... Dlaczego zdecydował się na tak drastyczny krok? Czy rzeczywiście za moment się zabije? I najważniejsze: z jakiego powodu reżyser rozpoczyna film właśnie w ten sposób? Pytań nie brakuje, zwłaszcza że po pierwszej scenie cofamy się w czasie i przez niemal cały seans oglądamy mocno zagadkowe sekwencje. Z czasem dowiemy się, że Ben niesie pomoc boleśnie doświadczonym przez życie osobom. Niestety, im bliżej końca i wraz ze znikaniem licznych znaków zapytania - pojawia się rozczarowanie, które osiągnie swe apogeum w kuriozalnym finale.

Problem pojawia się już na poziomie utożsamienia się z bohaterem. Przez większą część filmu nic o nim nie wiemy, jego poczynania są niezrozumiałe, a motywacje niejasne. Ponadto Ben jest poborcą podatkowym - trudno zatem poczuć do niego sympatię. W toku akcji okaże się, że swymi czynami realizuje on misternie skonstruowany plan. Przekonamy się również, że motywuje go chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. I tu natrafiamy na kolejny problem: czy człowiek może zdobyć się na altruizm? Zawsze bowiem pojawi się jakaś „skaza", pozwalająca doszukać się korzyści płynących dla niosącego bezinteresowną pomoc. Może swoimi z pozoru charytatywnymi czynami stara się odpokutować popełnione w przeszłości grzechy, naprawić liczne błędy, zaspokoić próżność czy po prostu nadać swemu życiu sens? Spokój sumienia, satysfakcja płynąca ze spełnienia dobrego uczynku będzie zatem dla niego niewątpliwą korzyścią.

Film twórcy W pogoni za szczęściem (2006) to jakiś dziwny twór, operujący nachalną symboliką i wysiloną metafizyką, odpychająco sztuczny i niesamowicie pretensjonalny. Żeby nie pozostać gołosłownym: Emily Posa (w tej roli Rosario Dawson), jedna z osób, której Ben pomaga, oczekuje na przeszczep serca. Nie jakiegokolwiek innego narządu zapewne dlatego, aby w jej dramat wpompować dostatecznie dużo doniosłości i egzystencjalnej tragedii. Ale to reżyserowi i tak nie wystarcza - wyposaża więc bohaterkę w najrzadszą z możliwych grupę krwi. „Siedem dusz" stara się emocjonalnie zaszantażować widza. Oprócz Emily mamy jeszcze niewidomego Ezrę Turnera (Woody Harrelson) czy wyleczonego z nowotworu brata Bena (Michael Ealy). Zero subtelności, wszystko grubymi nićmi szyte.

Przeszkodą w zaangażowaniu się w przedstawione wydarzenia jest także wyczuwalna w każdej scenie niewidzialna ręka panującego nad filmowym światem demiurga. Powstaje wrażenie, że poczynania bohaterów zostały z góry zaplanowane, rozpisane z dokładnością do kilku miejsc po przecinku. Postaci realizują tu skrupulatnie napisany scenariusz, są jedynie marionetkami w przedstawieniu złośliwego reżysera, który na każdym kroku boleśnie komplikuje im losy. Na przypadek czy nieobliczalność losu miejsca już zabrakło, czego efektem jest potęgujący się z każdą kolejną sceną dystans wobec przedstawionych wydarzeń. W konsekwencji, mimo wysokiej temperatury ostatnich scen, zamiast autentycznych wzruszeń pozostaje jedynie wzruszenie ramion.


Jak do tej pory 8 komentarzy

  • 1. parura
    Mi najbardziej przeszkadzało kreowanie wzruszających postaci i epatowanie widza podobnymi scenkami, które tak właściwie nie miały innego, poza behawioralnym, skutku w mojej świadomości. Nic z tego duszenia w gardle nie wypływa, więc jak ktoś chce sobie bezmyślnie popłakać, to jest to film, na który powinien się wybrać.
  • 2. O!
    Pełna zgoda z recenzją.Dodać by można jeszcze mizernego konsultanta medycznego,lub jego brak, bo błędy w uświadamianiu widza co do natury przeszczepów aż biją po oczach. I śmieszą. Chociaż musze przyznać,że film wycisnął mi parę łez. Ze śmiechu..
  • 3. ja
    No jaki mądry recenzent.Tylko psycholog z niego marny.Mi podoba sie film własnie z powodu prostoty.Białe jest białe a czarne czarne.Zycie nie zawsze musi być zaghmatfane jak tego chcieli by krytycy.Film średni ale dla końcówki wart obejżenia. Polecam
  • 4. K.Cz.
    Powiem więcej - psycholog ze mnie żaden, nie taka moja rola.

    A o filmie można powiedzieć bardzo wiele ale na pewno nie to, że jest prosty. Przeciwnie - jest przekombinowany.
  • 5. Tomek
    A tak btw: możliwy jest przeszczep oka?
  • 6. alutka777
    moim marnym zdaniem film nie okazał się tak beznadziejny w pewnym momencie stał się wręcz przewidywalny ale i tak warto go zobaczyć.
    Ja się popłakałam. jest dość skomplikowany ale pokazuje piękną chistorie człowieka który cierpi, ktoś kto nie jest wrażliwy zwraca uwagę na detale. Ja skupiłam się na postawie głównego bohatera, jego cierpieniu i działaniu. historia jest wzruszająca choć pokazana zbyt nieudolnie.
  • 7. aga
    Film jak dla mnie bardzo pozytywny. Pomimo tego, że rzeczywiście można poczuć jakby wszystko było z góry pisane głównemu bohaterowi, jednak film jest zaskakujący i jest jednym z niewielu filmów przy których zdarzyło mi się płakać. Gorąco polecam!!! naprawdę na długo pozostaje w pamięci:)
  • 8. sylwusia
    nie zrobil na mnie wrazenia a wrecz przeciwnie-rozczarowalam sie niestety:(totalnie zakrecony i tak jak juz ktos dobrze okreslil "przekombinowany",spodziewalam sie czegos wiecej

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2014 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt