Cztery lata kazała widzom czekać Magdalena Piekorz na swoje kolejne dzieło. Po gorącym przyjęciu filmu „Pręgi" (2004), który zdobył liczne nagrody na festiwalach (m.in. Grand Prix FPFF w Gdyni w 2004 ) reżyserka spróbowała powtórzyć swój sukces. Na planie drugiego filmu fabularnego Senność (2007) zgromadziła wszakże tę samą ekipę, z którą współpracowała przy debiucie. Mamy więc znowu scenariusz Wojciecha Kuczoka, świetne zdjęcia Marcina Koszałki i niezwykle ujmującą muzykę Adriana Konarskiego. Dodatkowo, w jedną z postaci wciela się odtwórca głównej roli z „Pręg" - Michał Żebrowski.
Magdalena Piekorz sięgnęła po dawno już sprawdzoną metodę, aby ukazać jeden problem z kilku, na pozór różnych punktów widzenia. Poznajemy zatem trzy równolegle przeplatające się historie, początkowo zupełnie od siebie niezależne, których bohaterowie spotykają się dopiero pod koniec filmu. Młody lekarz Adam (Rafał Maćkowiak), po ostatnim zdanym egzaminie przyjeżdża do swojej rodzinnej wioski, aby oznajmiając rodzicom, że zdecydował się podjąć praktykę zawodową w mieście. Rezygnuje tym samym z planów na życie, które ułożyli mu rodzice i zamienia perspektywę zamieszkania w nowo wybudowanym domu na rzecz obskurnego mieszkania w slumsowej śląskiej dzielnicy. Drugiego w kolejności poznajemy Roberta (Krzysztof Zawadzki) - młodego pisarza, który po sukcesie swojej poprzedniej książki popadł w twórczą niemoc. Powrotu do dawnej formy nie ułatwia mu z pewnością histeryczna i skupiona na swoich obsesjach żona, ani zrzędliwi i ograniczeni teściowie. Bohaterką trzeciej opowieści jest aktorka Róża (Małgorzata Kożuchowska), która cierpi na tajemniczą narkolepsję, przez co zmuszona została do rezygnacji z życia zawodowego i zupełnego odcięcia od świata. Zamknięta w swojej luksusowej willi pod Katowicami, samotnie przeżywa koszmar dnia codziennego - podejrzewa męża o zdradę i popada w coraz większy obłęd.
Ponieważ jestem miłośniczką narracji polifonicznej i z przyjemnością sięgam po takie działa jak „Magnolia" (1999), „Na skróty" (1993), czy „Amores Perros" (2000) doceniam odwagę reżyserki, aby opowiedzieć równocześnie trzy historie. Jednak niestety, to co z taką łatwością udawało się Robertowi Altmanowi, czy chociażby Alejandro Gonzalezowi Inarritu („21 Gramów" /2003/, „Babel" /2006/, „Amores Perros") nie powtórzyło się w przypadku filmu Piekorz. Jej historie są nierówne i nie absorbują uwagi widza z taką samą intensywnością i zaciekawieniem. Najbardziej frapująca jest historia młodego lekarza - homoseksualisty, który decyduje się na związek z osiedlowym złodziejaszkiem i hip-hopowcem Ładnym (Bartosz Obuchowicz). Niestety, Ładny należy do środowiska, które pojęcie tolerancji odrzuca już z założenia, a chłopaki z jego osiedlowej paczki nadmiar energii z przyjemnością wyładowuje na lokalnych „ciotach". Jednakże finałowa ucieczka kochanków - wyjazd z Katowic do rodzinnej wioski Adama - wydaje się ogromnym aktem odwagi. Dopiero teraz, w prowincjonalnym społeczeństwie bohaterowie z pewnością narażeni będą na liczne szykany i odrzucenie. Będzie to dla nich prawdziwa próba - zarówno dla ich związku jak i dla całkowitego zaakceptowania własnej tożsamości. Bardzo mnie cieszy, że po tych wszystkich „głupiutkich komedyjkach" spod znaku Tylko mnie kochaj (2005) czy Małej wielkiej miłości (2008)przyszedł czas, gdy na dużym ekranie możemy zobaczyć prawdziwą i szczerą opowieść o homoseksualnej miłości. Może pozwoli to niektórym z nas wymazać z pamięci, te do przesady powielane i żenujące postacie polskich gejów w komediach, których rola ograniczała się tylko i wyłącznie do chodzenia na zakupy i wspieranie w „trudnych chwilach" swoich przyjaciółek („Mała wielka miłość").
Obuchowicz i Maćkowiak u Piekorz wypadli świetnie, ich role są bardzo wiarygodne i przekonujące. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o dużo bardziej doświadczonych zawodowo aktorach - Kożuchowska, której nie darzę zbytnią sympatią, po raz kolejny mnie nie przekonała, że nie jest już tylko Hanką z „M jak miłość" (2000). A Żebrowski? No cóż , być może za mało było go na ekranie, by mógł powtórzyć swój aktorski sukces z „Pręg".
Zupełnie „pomiędzy" oceniam historię zawieszonego w twórczym letargu Roberta. Opowieść o umierającym na raka pisarzu, który w ostatniej chwili pisze swoją prawdopodobnie największą powieść, nie jest żadnym zaskoczeniem, ani nowym tematem. Znacznie ciekawsze wydaje mi się zestawienie zawodowej niemocy z realiami dnia codziennego - zwłaszcza z gderającą i irytującą żoną (dobra rola Joanny Pierzak). Czasami humorystyczne wręcz sytuację (jak chociażby dosłowne stanie nad własnym grobem) nadają całej historii niezmiernie groteskowy charakter, dzięki czemu łatwiej nam zrozumieć przyczyny braku weny twórczej u Roberta.
„Senność" to naprawdę wzruszający i ciepły film, w którym aż czuć osobistą wrażliwość reżyserki. Miejmy nadzieję, że sukces „Pręg" i dobre przyjęcie „Senności" w Gdyni sprawią, że przygoda Magdaleny Piekorz w filmie dopiero się rozpoczyna.



...film z przesłaniem..pozostanie w pamięci