Tytuł filmu może okazać się zdecydowanie mylący, bo choć nawiązuje do rodzaju tańca nie ma nic wspólnego z klimatem „Tańca z gwiazdami" lub „You Can Dance". To bardzo oryginalna komedia, nie tylko pod względem formy, ale także fabularnym, przepełniona absurdalnym humorem, jaskrawymi kolorami, skonfrontowanymi z tragediami dnia codziennego.
Bohaterem tej historii jest młode, kochające się małżeństwo nauczycieli - Fiona i Dom, którzy w wolnych chwilach oddają się swojej największej pasji czyli rumbie. Uczestniczą w różnego typu konkursach dla amatorsko tańczących par, oczywiście wygrywając konkurs za konkursem. Ich sielski żywot, wydawać by się mogło przepełniony rutyną i monotonią, zostaje zakłócony przez wypadek samochodowy. W wyniku tego incydentu Fiona traci nogę, a Dom pamięć. Okaleczeni i niedołężni starają się na nowo ułożyć sobie życie. Ona z trudem jest w stanie prowadzić zajęcia, on zapomina dosłownie o wszystkim i wszystkich. Ale na tym nie kończą tragedie jakie spotkają tę parę: stracą jeszcze dom (w wyniku niekontrolowanego pożaru), a Dom na rok zamieszka w chatce na plaży z nieznajomym mężczyzną, tylko ,dlatego że zapomniał drogi do swoje własnego domu.
Trzeba przyznać, że fabuła przedstawia się dość pesymistycznie... Jednak opowiedziana tu historia ma drugorzędne znaczenie. Reżyserka filmu skupia się głównie na formie i sposobie prezentacji całej przestrzeni, w której poruszają się bohaterowie. Od pierwszych kadrów ma się nieodparte wrażenie jakby oglądało się kreskówkę: ostre, jaskrawe kolory, sztuczna wręcz scenografia, specyficzny sposób poruszania się postaci na ekranie, oszczędność dialogów oraz humor oparty na prostym, sytuacyjnym dowcipie. Przepełniający Rumbę (2008) humor jest groteskowy, przerysowany do granic możliwości, całkowicie absurdalny. Dzięki niemu tragedie, jakie spotykają bohaterów traktujemy z przymrużeniem oka. To także sposób na ukazanie, w dość niekonwencjonalny sposób, ludzkiego kalectwa, upośledzenia, ułomności.
Niejednokrotnie sytuacje i zdarzenia rozgrywające się zadziwią nas, może zszokują lub ubawią, bo historia na ekranie rozwija się często nieprawdopodobnie, abstrakcyjnie do granic absurdu. Momentami film wydaje się wręcz głupkowaty, bo o losach bohaterów decydują irracjonalne sploty akcji. Cały obraz przepełnia wszechobecna ironia (od wyglądu bohaterów i sposobu ich poruszania się w kadrze, po przez scenografię oraz tragedie jakie ich spotykają).
Wychodząc z kina starałam się odnaleźć wyraz, który w pełni oddawałby klimat „Rumby". Pierwsze skojarzenie to - abstrakcyjny. Dlaczego? Ponieważ w niekonwencjonalny sposób prezentuje to, co powszechne w naszym życiu (miłość, nieszczęście), głównie poprzez absurd i groteskę (opierając dowcip na prostych sytuacjach).





Dodaj swój komentarz...