Polscy dystrybutorzy, niczym Amor wypuszczający strzały, zaczynają bombardować nas komediami romantycznymi wszelakiej maści. Znaczyć to może tylko jedno: niechybnie zbliża się święto zakochanych, które stanowi prawdziwe otwarcie sezonu dla tych popularnych i chętnie realizowanych filmów. Co prawda do walentynek jeszcze niespełna tydzień, ale lepiej nie zostać w blokach i zacząć nieco wcześniej, bo kolejny przystanek na marketingowej mapie gatunku już 8 marca.
Rodzimą propozycją, która stanowić ma alternatywę dla romantycznego spaceru i kolacji przy świecach, jest Randka w ciemno w reżyserii Wojciecha Wójcika. Film, mający w dużej mierze działać na wyobraźnię widza poprzez zgromadzenie całej plejady jaśniejszych bądź bledszych gwiazd polskiego kina, znanych także z okładek kolorowych czasopism i plotkarskich portali. Czy to aby nie za mało, żeby zapomnieć o tradycyjnym, walentynkowym menu i zdecydować się na spędzenie ze swoją drugą połówką wieczoru w ciemnej sali kinowej?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, co paradoksalnie można zapisać produkcji na korzyść. Z „Randką w ciemno” jest jak z popularnym i jakże życiowym powiedzeniem: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Wszystko bowiem uwarunkowane jest oczekiwaniami, jakie towarzyszą projekcji. Koneserzy kina z pewnością będą kręcić nosem z niezadowolenia, ale widz nastawiony li tylko na, niezbyt co prawda wyszukaną, rozrywkę wcale nie musi czuć się rozczarowany. Trudno bowiem a priori całkowicie zganić obraz za scenariuszową sztampę, banalne przesłanie czy wątpliwe prawdopodobieństwo. To właśnie określa wspólny mianownik komedii romantycznych, a różni je przede wszystkim forma, którą do perfekcji opanowali Brytyjczycy, czego dowodem „Cztery wesela i pogrzeb” (1994), „Notting Hill” (1999) czy „To właśnie miłość” (2003, dwa ostatnie filmy zrealizowane w koprodukcji z USA). Choć obrazowi Wójcika daleko do wymienionych produkcji i pomimo że film jest bardzo nierówny, zawiera elementy, które powodują, iż jako całość jest w stanie się obronić.
Pierwsze sceny filmu koncentrują się wokół zrozpaczonej dwudziestoparoletniej dziewczyny, Majki (Katarzyna Maciąg). To, czego domyślamy się w mig, znajduje potwierdzenie kilka chwil później, kiedy okazuje się, że za ten stan rzeczy odpowiedzialny jest podstarzały playboy Cezary (Bogusław Linda). Obiecując dziewczynie przysłowiowe „złote góry”, w newralgicznym momencie tchórzy i decyduje się zostać u boku żony, a precyzyjniej – zmienia kochankę. Przypadkowe spotkania tych dwojga przeplatają się z obcowaniem z natarczywymi i niezbyt dobrze wychowanymi mężczyznami przesiadującymi w pubie, który jest miejscem pracy dziewczyny. Remedium na to ma być udział w znanym telewizyjnym show – „Randka w ciemno”. Nie muszę chyba dodawać, że bohaterce udaje się zwyciężyć (w innym wypadku byłby to dramat, może nawet społeczny, a nie komedia romantyczna), a nagrodę stanowi luksusowy, romantyczny rejs z partnerem z programu. To, co ma być punktem zwrotnym w życiu dziewczyny, stanowi woltę filmu, bo o ile pierwsza, „polska” (rozgrywająca się we Wrocławiu) część była nieudana, to gdy akcja przenosi się na Lazurowe Wybrzeże, a potem do Londynu, jest już zdecydowanie lepiej.
Abstrahując od scenariuszowych zgrzytów i momentami braku konsekwencji w prowadzeniu postaci, „Randka w ciemno” zaskakuje płynnością narracyjną, której w polskich komediach romantycznych jest jak na lekarstwo. Wyczuwa się w tej materii rękę doświadczonego reżysera, jakim bez wątpienia jest Wojciech Wójcik, kojarzony do tej pory przede wszystkim z kinem kryminalnym, sensacyjnym („Ekstradycja”, „Ostatnia misja”, „Tam i z powrotem”), gdzie sprawne prowadzenie akcji stanowi podstawę sukcesu. Podobnie jak aktorzy, którzy w tym przypadku są tak nierówni jak cały film. W realiach pełnometrażowej produkcji bardzo dobrze odnajduje się, znana głównie z seriali, Katarzyna Maciąg, której, równie udanie, partneruje Borys Szyc, tym razem wykorzystując komediową część swojego bogatego scenicznego emploi. Podobnie jak Tomasz Kot, wcielający się w rolę charyzmatycznego prowadzącego „Randkę w ciemno”, z którego Jacek Kawalec z pewnością byłby dumny. Na drugim biegunie, po raz kolejny wygłaszający monolog o kobietach, Bogusław Linda oraz do bólu przerysowana para dziennikarska: Anna Dereszowska – Zbigniew Zamachowski, powtarzający do znudzenia: „kurwa” i „w lot”.
Warto wspomnieć o czymś jeszcze. Na przestrzeni ostatnich lat polskie komedie romantyczne, w dużej mierze dzięki swojej popularności, zyskały markę niezwykle medialnego, modnego towaru. Dlatego coraz więcej zewnętrznych firm w jakiś sposób chce partycypować w produkcji, co przyczynia się do rozwijającego się product placementu. Był już zatrzymujący się samochód Telekomunikacji Polskiej, był zapierający dech w piersiach widok z okna wieżowca na… siedzibę mBanku i wiele innych. Jednak decydenci odpowiedzialni za „Randkę w ciemno” przeszli samych siebie, czyniąc ze swojego filmu istną Panoramę Firm. To chyba irytuje najbardziej, bo jest po prostu natarczywe, a cała sztuka polega przecież na tym, by umieć reklamę „schować” i podać ją w sposób subtelny.
Czy „Randka w ciemno” jest dobrą propozycją na spędzenie walentynek? Możliwe, ale zupełnie nieintencjonalnie wychodzi na to, że raczej dla par heteroseksualnych. W jednej z ostatnich scen jesteśmy świadkami rozmowy dwójki bohaterów – mężczyzny i kobiety: „I nie przeszkadza ci to, że jestem gejem?”. „Nikt nie jest doskonały”. Oj, tolerancyjnym krajem to my nie jesteśmy.
Recenzja powstałą dzięki uprzejmości CInema CIty Galeria Kazimierz



Liban
Beats of Freedom - Zew wolności
Alicja w Krainie Czarów
Agora
Różyczka
Mimo to moje wrażenia po obejrzeniu są jak najbardziej pozytywne...
Na 14 lutego jak najbardziej się nadaje :P;p
Reklamy w tym filmie są już tak nachalne,że jeszcze trochę to byłby to dziewięćdziesięcio minutowy blok reklamowy.