W nowym filmie Kena Loacha wszyscy mają dobre chęci, ale jak mawia popularne przysłowie - dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Zrealizowany w koprodukcji brytyjsko-niemiecko-włosko-hiszpańsko-polskiej Polak potrzebny od zaraz to jeden z najlepszych, a zarazem najbardziej dołujących filmów ostatnich lat.
Jego akcja rozgrywa się w Anglii, do której ciągną z całego świata - legalnie bądź nielegalnie - rzesze najemnych pracowników, chcących tam znaleźć - legalnie bądź nielegalnie - jakiekolwiek zatrudnienie. "Co pan (pani) może robić?" - pada pytanie pracownicy firmy zajmującej się pośrednictwem pracy. "Wszystko, dosłownie wszystko" - taką odpowiedź słyszymy najczęściej, bez względu na to, czy pytany jest fryzjerem, nauczycielem, hydraulikiem, pielęgniarzem. Każdy chce pracować na mitycznym Zachodzie, zarobić dużo pieniędzy, urządzić się i - jak będzie już urządzony - wrócić do swej ojczyzny. I wielu to się udaje, ale dla większości wyjazd "za chlebem" kończy się rozczarowaniem, poniżeniem, gehenną. Dotyczy to tzw. elastycznych, czyli ludzi podejmujących, najczęściej "na czarno", pracę dorywczą, z dnia na dzień. Ich najłatwiej wykorzystać, oszukać, wszak podejmując taką pracę - i w takim trybie - sami niejako skazują się na utratę podstawowych praw. "Spotkałem wielu pracowników, robotników, którzy zostali totalnie wykorzystani, oszukani i znaleźli się na ulicy - dosłownie. Niektórzy pracowali w jednym miejscu, potem byli zwabiani do kolejnego i kolejnego, i... nigdy nie dostali grosza za swoją pracę. Inni byli wykorzystywani na farmach, otrzymując jałmużnę - kwoty wielokrotnie niższe niż minimalna stawka godzinowa. Inni uniknęli poważnych obrażeń, jeszcze inni opowiadali o swoich ucieczkach z miejsc opresji. Niektóre z tych historii były naprawdę tragiczne, a opisywany przez tych ludzi świat był wyzuty z jakiejkolwiek uczciwości i odpowiedzialności" - opowiada Paul Laverty, scenarzysta filmu.
Główną bohaterką filmu Loacha jest Angie, właścicielka agencji pośrednictwa pracy. Kiedyś pracowała w takiej agencji, ale zawiodła się na jej właścicielach, jak i oszukańczych metodach ich pracy, teraz postanowiła założyć swoją. Ma jak najlepsze chęci, ale szybko konstatuje, że w tej rzeczywistości przecież uczciwie sie nie da.
"Angie żyje w świecie zupełnie innym niż jej ojciec. »Bujając się« przez ponad dziesięć lat od jednej pracy do drugiej, ze zrozumiałych powodów boi się starości i nędzy, nie chce »skończyć« tak, jak on. Jest w niej brutalna szczerość, którą jednak podziwiam. Kiedy jej przyjaciółka Rose oskarża ją o oszukiwanie cudzoziemskich pracowników, Angie nie broni się, nie zaprzecza, odpowiada tylko »przecież wszyscy to robimy«" - kontynuuje swą opowieść Laverty. I Angie zaczyna oszukiwać - co więcej, czyni to często "w dobrej wierze" - najmowanych robotników, swych rodziców, wreszcie swego, ukochanego synka. Kłamstwo, właśnie to kłamstwo "w dobrej wierze", wchodzi w jej krew. Do tego dochodzą jeszcze ciemne instynkty, które przecież tkwią mniej lub bardziej ukryte w każdym z nas, ujawniające się w chwilach bezradnej desperacji. I ta z gruntu rzeczy dobra kobieta, staje się kobietą złą, wyrachowaną, próbującą bez względu na użyte środki osiągnąć założony cel. Jeszcze tylko ten jeden raz i już wszystko będzie dobrze, a podłą egzystencję pełną oszustw i podejrzanych kombinacji, zastąpi życie godne i szczęśliwe. Ale raz już uruchomiona spirala zła wciąga coraz bardziej. Nie dlatego, że bohaterka stała się do cna zła, po prostu "w tej rzeczywistości przecież inaczej sie nie da".
Siłą filmu Kena Loacha jest - przede wszystkim - znakomity scenariusz Paula Laverty'ego (nagroda na festiwalu weneckim), a także przejmująca kreacja Kierston Wareing w roli Angie. Godny podkreślenia jest także drugi plan. W tym filmie w końcu Polacy mówią po polsku, a nie w języku polskopodobnym, jak to często w zachodnich produkcjach bywa. To zapewne dzięki zaangażowaniu się naszej kinematografii - jako koproducenta - w realizację filmu Loacha. Oby więcej takich koprodukcji.



Dodaj swój komentarz...