Oglądanie Maxa Payne'a (2008) Johna Moore'a przypomina przechodzenie komputerowej gry według gotowej solucji. Jest przewidywalnie i nieciekawie, choć filmowi trudno odmówić sugestywnego klimatu pierwowzoru.
„Max Payne" został zrealizowany na podstawie znakomitej gry akcji, powstałej przy współpracy zespołów 3D Realms i Remedy. Gra sama w sobie jest mocno filmowa, stąd przeniesienie jej na ekran było kwestią czasu. Tytułowy Max Payne (Mark Wahlberg) to brutalny i bezwzględny policjant, po tajemniczym morderstwie rodziny przeniesiony do wydziału spraw nierozwiązanych, gdzie szuka tropu, mogącego doprowadzić go do zagadkowego oprawcy. Coraz głębiej zanurza się w świecie przemocy i bezprawia. Gdy wreszcie udaje mu się znaleźć rokujący nadzieję ślad - zostaje wrobiony w morderstwo Rosjanki Nataszy (w tej roli Olga Kurylenko). W podejrzanych okolicznościach ginie także partner Maxa, z którym od dłuższego czasu był skłócony. Payne musi liczyć tylko na siebie...
Charakterystyczną cechą kina policyjnego, niezwykle popularnego na przełomie lat 60. i 70., był główny bohater - samotny policjant, niestroniący od przemocy i nielegalnych działań, dla którego liczyło się tylko rozwiązanie zagadki i doprowadzenie śledztwa do końca, nie ważne jakimi metodami. Przypominał on westernowego „jeźdźca z nikąd", którego wykreował Clint Eastwood, przenosząc niejako tę postać do nieprzyjaznego labiryntu metropolii i współczesnej cywilizacji. W każdym z tych filmów bohater musiał stawić czoła wszechobecnej korupcji, opieszałej biurokracji i ślepo wiernym paragrafom przełożonym. W finale klasycznego filmu policyjnego często dochodziło do samosądu, który ostatecznie zacierał cienką granicę między policjantem a kryminalistą. „Max Payne" wpisuje się w ten nurt, ale nie dopisuje do niego po latach nowego rozdziału. Nie jest powiewem świeżości, rokującym nadzieję na powrót popularności i artystycznych osiągnięć kina policyjnego.
Choć „Max Payne" na tle innych ekranizacji gier komputerowych sytuuje się raczej w czołówce, nie znaczy to, że jest dobrym filmem. Przeciwnie - to kino mocno przewidywalne, nużące, miejscami w sposób niepożądany po prostu śmieszne i karykaturalne. Zwłaszcza finałowe motywowanie się bohatera do działania, gdy widzimy w zbliżeniu jego twarz, ociera się o niezamierzony komizm. W miejscu wciągającego policyjnego dochodzenia otrzymujemy stertę stereotypowych rozwiązań, gdzie zdrajcą okaże się osoba, której bohater ufa najbardziej. Sekwencje strzelanin wyzbyte się niezbędnego tempa, fabuła natomiast zwrotów akcji. Efekt - widz nie doznaje oczekiwanych emocji, a głośno reklamowany film okazuje się być zwyczajnie przereklamowany.


poradzcie czy to dobry wybor??
krótko:uważam, że zrobili chłam z mojej ulubionej gry!
Alicja odradzam kino.
ale niewiem w czwrtek ide sam zobacze
Dudi
akurat do gry nawiązania były tylko trzeba było otworzyc oczy w kinie:P już pierwsza miejscówk w metrze powinna ci coś przypomiec
podpisuje sie
@Doma165
"wycieczce szkolnej"
"..TEN FILM BYL BEZ LEKTORA I BEZ DUBINGU ;/ Prazka ....."
buahahahahaha
ze nie zapytam co to za szkola
nie ma blond wlosow a na taka sie kreuje?;p