Sama reżyserka, Doris Dörrie, przyznaje, że jej najnowszy film jest inspirowany dziełem japońskiego twórcy Yasujiro Ozu, pt. „Tokijska opowieść" (1953), a ten z kolei był zmodyfikowaną wersją amerykańskiego obrazu z 1937 roku, „Make Way for Tomorrow" Loe McCareya. Wraz z głównym bohaterem tej opowieści, odbywamy podróż międzykulturową (z Europy przenosimy się do Japonii), poznajemy zwyczaje i zachowania tak odmienne dla nas, Europejczyków. Dostrzegamy również świat pełen podziałów i różnić, nie tylko klasowych, ale także pokoleniowych, kulturowych, duchowych, w którym uczucia zeszły na margines życia. Brzmi może dość melancholijnie, ale obraz Dörrie prezentuje się rewelacyjnie, urzekając swoją prostotą i czystością formy.
Reżyserka podjęła się tematu dość trudnego, niewygodnego, którego ukazanie na ekranie ciągle stanowi pewnego rodzaju wyzwanie dla twórców filmowych. Bo film skupia się głównie na relacjach międzyludzkich (brak porozumienia między rodzicami, a dziećmi), ukazując niesamowitą barierę pokoleniową, cywilizacyjną (rodzice mieszkają na prowincji, dzieci już dawno z niej uciekły, szukając nowego, lepszego życia w mieście). Za drobne gesty życzliwości trzeba płacić (scena, gdy wnuczka masuje dziadka tylko, dlatego że otrzyma od babci pieniądze). Jak głosi przysłowie - rodzinę się ma, a nie wybiera, ale często relacje te sami sobie utrudniamy...
Hanami - kwiat wiśni (2008) składa się z dwóch części: pierwsza, można by rzec dokumentalna, prezentująca codzienne rytuały mające miejsce w domu podstarzałego już małżeństwa - Trudi i Rudi (schemat dnia przeraża monotonią i niezmiennością), rejestruje czynności budujące rytm ich życia. Najważniejsza nie jest tu dynamiczna akcja, ale relacje i więzi jakie łączą bohaterów. Tę harmonię zaburza wiadomość o ciężkiej chorobie Rudi, który bynajmniej nie jest świadom tego faktu. Żona postanawia zabrać go w podróż nad Bałtyk, wcześniej jednak odwiedzają swoje dzieci w Berlinie. Tu dochodzi do konfrontacji młodości i starości, prowincjonalności z efektem globalizacji, nowoczesności i konserwatywności, spokoju i ciągłego biegu za pieniądzem. Reżyserka podkreśla również brak więzi pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny - nie ma tematów do rozmów, widoczna obcość i niechęć. Wyprawa nad Bałtyk kończy się tragedią - nagle umiera Rudi, a jej odejście burzy całkowicie dotychczasowy rytm funkcjonowania Trudiego. Za namową swych dzieci postanawia wyjechać...do najmłodszego syna do Japonii.
Druga część to podróż do innego świata, ale jest to także wędrówka do wnętrza samego siebie, odkrywanie nie tylko odmiennej kulturowo krainy, ale swojej duszy. Co ciekawe i imponujące, reżyserka nie ociera się o zbędny sentymentalizm czy melancholię. W tej części ekran zapełnia się egzotycznymi krajobrazami, neonami japońskiej metropolii, tętniącej życiem, której każdy centymetr przestrzeni jest wypełniony kolorem, zapachem i smakiem, tak odmiennym dla Europejczyka. Pomimo uderzającej inności nadal kluczowe okazują się relacje międzyludzkie. Rudi spotyka młodą tancerkę butoh o imieniu Yu. To ona stanie się jego przewodnikiem, przyjacielem, bratnią duszą, mimo iż dzieli ich bariera językowa, kulturowa i wiekowa. To cudowna obserwacja zachowania człowieka, który na stare lata zmuszony jest odmienić swoje życie, a drobne czynności i gesty nabierają nowego znaczenia.
Doris Dörrie stworzyła dzieło uczuciowe, przepełnione prostotą, pozbawione sentymentalizmu czy naiwności w zastosowanych schematach. „Hanami - kwiat wiśni" przypomina trochę „Między słowami" (2003) Sophie Coppoli, szczególnie część rozgrywająca się w Japonii. To ona stanowi o sile całego obrazu, prezentując interesujący kolaż mieszających się ze sobą kultur. Sceny rozgrywające się w japońskich parkach miejskich na długo zapadają w pamięć, czarując nas intensywnością barw, prostotą formy. Ale najważniejszy aspekt płynący z całości filmu to bezinteresowne uczucie mogące pojawić się bez względu na wszelkiego typu podziały i różnice. Trzeba tylko umieć docenić wartość drugiego człowieka.





/tak szybkiej i przeludnionej/ płynie powoli,jakby unosząc się nad ziemią w sferze duchowej. Ten kontrast dwóch światów
wewnętrznych wspaniale został pokazany /bez sentymentów/.
Zachęcam serdecznie do obejrzenia tego filmu.