Jumper (2008), najnowszy film twórcy Tożsamości Bourne'a (2002) i Mr. & Mrs. Smith (2005), jest sprawnym połączeniem kina akcji z opowieścią o dojrzewaniu. Czy to wystarczający powód, aby skoczyć do kina?
Doug Liman intryguje - któż nie chciałby teleportować się w dowolnym czasie w dowolne miejsce? Jednego dnia odwiedzić stolice największych europejskich miast. Następnie skorzystać z cieplejszych klimatów i poopalać się na szczycie Sfinksa, aby później wskoczyć do wody, choćby na plażach Fidżi. Koniec dnia to dowolna knajpka i zauroczenie poznanej przypadkowo dziewczyny. Kto by nie chciał tak żyć? Davey (Hayden Christensen) żyje. Okazuje się jednak, że niezbyt długo - posiadanie niemal boskich umiejętności nie może pozostać bez konsekwencji...
"Jumper", mimo efektownego sztafażu, pozostaje prostą opowieścią o trudach dojrzewania. Dlatego trafi zapewne w gusta młodzieży. Obok przyjemności płynącej z dynamicznych sekwencji typowych dla kina akcji ujrzy bohatera, który mimo posiadania nadludzkich zdolności musi sprostać takim samym wyzwaniom jak oni sami. Dla Davey'ego możliwość teleportacji jest tak naprawdę formą ucieczki. Od trudnych relacji z rodzicami, od społecznych norm i ograniczeń, wreszcie - od odpowiedzialności za własne czyny. Ucieczka przed Coxem (Samuel L. Jackson) będzie dla niego przyśpieszonym kursem życia. Wcześniej był beztroski i nieodpowiedzialny, co wyraźnie widać w scenie, gdy wraz z dziewczyną wybiera się na zwiedzanie Koloseum. Okazuje się jednak, że nie mogą wejść. Davey, wykorzystując swe umiejętności i przewagę nad innymi, łamie nakazy. Niedługo na własnej skórze przekona się, że jedną z cech dorosłości jest pokora wobec rzeczywistości.
"Jumper" ogląda się bez bólu, choć jest wyraźnie skierowany do młodzieży, co kilka razy staje się aż nadto widoczne. Prawdopodobieństwo, że w tej kategorii wiekowej znajdzie uznanie, jest spore. Starszemu widzowi zabraknie poczucia humoru - poza jedną czy dwiema scenami trudno o nim mówić. Nikogo z pewnością nie zawiodą efekty specjalne oraz fakt, że "Jumper" nie jest zrobiony śmiertelnie poważnie - daje się odczuć subtelny dystans Limana. Dobra rozrywka, którą można zobaczyć.



bardzo przypadl mi do gustu ten film. myslalam ze to jakis hamerykanski kicz ale okazalo sie wprost przeciwnie ! takze nie obawiajcie sie drogie panie tego filmu i warto isc na to do kina bo jest na co(na kogo) popatrzec;-)