„Istota” Vincenzo Natali to jeden z najciekawszych obrazów science fiction ostatnich lat, absolutnie mistrzowsko wygrywający typowe dla gatunku elementy. Gdy w połowie zmienia się w niemal kameralny dramat… rodzinny – robi się jeszcze ciekawiej.
Z eksperymentów genetycznych zazwyczaj nie wynika nic dobrego, o czym niezwykle sugestywnie opowiadał David Cronenberg w „Musze”, a ostatnio z dystansem przypomniała nowozelandzka Czarna owca. Zwykle ludzie, kierowani chęcią zdobycia sławy i pieniędzy, czy też zwykłą ciekawością, sami sobie fundują niewesoły los. Tak jest i w „Istocie”: początkowo wydaje się, że Clive (bardzo dobry Adrien Brody) i Elsa (fantastyczna Sarah Polley) stwarzają ludzko-zwierzęcą hybrydę, bo… mogą. Z czasem jednak okaże się, że ich motywacje były inne (jeden z wielu znakomitych zwrotów), a eksperyment zaszedł zdecydowanie (grzecznościowy eufemizm) zbyt daleko, by się z niego wycofać…
Istota z jednej strony jest mocno niepokojącym sci-fi, wykorzystującym lęki związane z rozwojem medycyny. Z drugiej – obrazem niezwykle bogatym znaczeniowo: Natali wymieszał ze sobą doktora Frankensteina z Freudem, płynnie przechodząc od sci-fi do… dramatu rodzinnego. Eksperymenty genetyczne, przełamywanie granic i wyznaczanie własnych reguł ma to do siebie, że… wymyka się spod kontroli. Tak się oczywiście dzieje w „Istocie”, jednak w dalszej części filmu nie ma mowy o łatwym przewidzeniu rozwoju fabuły. Tym samym obraz Natali prezentuje swój kolejny walor: wciągającą, niebanalną i ciekawie opowiedzianą historię.
„Istota” nie zostawia obojętnym. Niezwykle mocno angażuje, intryguje, prowokuje, miejscami nawet odpycha – jak w dwóch końcowych momentach, dla wielu być może niesmacznych. Ale o to przecież w sci-fi (ale też na przykład w horrorze) chodzi, by wytrącić widza z wygodnej pozycji obserwatora, zmuszając tym samym do myślenia. I to „Istocie” się udaje. Co więcej, świetnym finałem obraz Natali zasiewa w nas ziarno niepokoju, które być może wykiełkuje na długo po seansie.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Ciemna City Plaza

Do ciebie wersja ta przemawia dużo bardziej niż to, że film mi się zwyczajnie podobał, prawda? Weź się człowieku zastanów :)