Po długiej przerwie na ekrany naszych kin trafia animowana propozycja dla najmłodszych. Film twórców m.in. "Epoki lodowcowej" opowiadający o przygodach małych i dużych stworzeń tworzących otaczający nas świat. Najważniejsze jest jednak to, by udowodnić, że małe potrafi i wiele może dokonać, pod warunkiem, że pragnie tego ponad wszystko. Maluchy do dzieła...
Głównym bohaterem jest gapowaty słoń imieniem Horton. Jego odwieczny problem, to nieco może filozoficzne pytanie - czy jesteśmy sami w otaczającym nas wszechświecie? Swoje dylematy "przelewa" na towarzyszące mu często dzieci (m.in. przezabawny stworek Kasia - choć nie wiem skąd pomysł na takie imię). Przez takie zachowanie jest uważany przez resztę stada za odmieńca, a może nawet i szaleńca. Zagorzałą przeciwniczką Hortona staje się kangurzyca - przykładna matka, dbająca o dobro wszystkich dzieci. Sytuacja sympatycznego słonia zmienia się całkowicie wraz z przypadkowym usłyszeniem głosu wołającego o pomoc. Wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że dźwięk ten wydobywał się z pyłku znajdującego się na kwiatku koniczyny. Horton głęboko wierzy, że w mikroskopijnej wielkości pyłku żyją maleńkie istoty, z którymi on może nawiązać kontakt. Słoń odkrywa zaskakującą prawdę o istnieniu krainy zamieszkałej przez niejakich Ktosiów. W tym momencie rozpoczyna się misja odnalezienia stabilnego domu dla maluczkich. Horton poznaje burmistrza Ktosiowa, z którym razem pragnie ocalić mikro krainę.
Największą zaletą filmu jest skłonienie widzów do uruchomienia swojej wyobraźni, której brak zawęża nasz światopogląd i sposób myślenia. Niestety życie dyktuje nam takie warunki, że często na wyobrażanie i marzenia nie mamy już czasu. A szkoda...
Zaskakującym rozwiązaniem jest wierszowany styl wypowiedzi jaki stosuje narrator. Przypomina to troszkę zabawę z filmem kierowanym przecież do najmłodszych widzów. Nie mamy tutaj odwołań do poprzednich animowanych superprodukcji, za to więcej nawiązań do filozoficznych myśli (chociażby wizja utopijnego świata Ktosiów czy problem wolności jednostki w społeczeństwie).
Horton nie jest przepełniony błyskawicznymi i powalającymi śmiechem dialogami. To raczej słodka bajka o drodze jaką powinniśmy się kierować w życie - bezinteresownej pomocy drugiej osobie. Bo świat zamieszkują również istoty takie jak Ktosie - niewinne i bezbronne. Przecież może ktoś też nas obserwuje z góry i śledzi każdy nasz ruch. Może świat to pyłek na koniczynce? Kto wie...
Recenzja filmu "Horton słyszy Ktosia"
ŚWIAT W WYMIARZE MIKRO
Jak do tej pory 7 komentarzy



Film był bardzo, ale to bardzo fajny.. :)
Chyba że wolisz oglądać filmy o seksie bo chcesz byc dorosla... ;/
Żałosne..
Widocznie nie wiesz co to śmiech i fantastyka..
Bardzo, ale to bardzo polecam ten film.! ;**