Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Hellboy: Złota Armia"

PIEKIELNIE DOBRY SEQUEL

Krzysztof Czapiga

O ile pierwsza część przygód Hellboy'a była raczej zgodna z konwencjami komiksowego kina o superbohaterach, choć traktowała je mocno przewrotnie, o tyle Złota Armia (2008) Guillermo del Toro zmierza raczej w stronę efektownego kina fantasy spod znaku trylogii "Władcy Pierścieni" (2001, 2002, 2003) Petera Jacksona czy "Labiryntu Fauna" (2006) samego del Toro.

W sequelu przeboju "Hellboy" ponownie spotykamy agentów B.B.P.O., czyli Biura ds. Badań Paranormalnych i Obrony. W centrum zdarzeń pozostaje oczywiście Czerwony (Ron Perlman), tytułowy Hellboy, który sprzeniewierza się własnemu przeznaczeniu i staje po stronie ludzi. W "Złotej armii" jego dylematy zostają uzupełnione o dramatyczny wybór, między unicestwianiem niezwykłych gatunków (do których sam należy) a bezpieczeństwem i życiem ludzi. Decyzja dramatyczna, ponieważ bohater nie może liczyć na wdzięczność czy choćby szacunek ze strony tych, którym służy. Na przeszkodzie stoi jego wygląd - potężna postura, czerwony kolor skóry, wielka, kamienna ręka, spiłowane rogi i ogon. Mimo niesprzyjającej powierzchowności Czerwony pragnie być jednym z ludzi. Furtką do spełnienia marzenia jest miłość do pięknej Liz (Selma Blair), również posiadającej ponadnaturalne zdolności. Miłość w "Złotej Armii" ma więcej niż jedną odsłonę. Oprócz trudnego i wymagającego pracy związku między Liz i Czerwonym, del Toro podejmuje temat więzi łączącej bliźniacze rodzeństwo - księcia Nuadę (Luke Gross) i księżniczkę Nualę (Anna Walton), w której z kolei zakochuje się Abe Sapien (Doug Jones), wierny towarzysz Hellboy'a. Ostatnie uczucie nie skończy się happy endem, gdyż wszystko, co stanie się Nuadzie, dotknie także jego bliźniaczą siostrę, a to właśnie Nuada, ze względu na złamanie rozejmu między ludzkością i Niewidzialnym Królestwem, staje się największym wrogiem Hellboy'a...

Świat z kart komiksów Mike'a Mignoli, przefiltrowany przez niezwykłą i nieokiełznaną wyobraźnię del Toro, ożywa na ekranie w postaci porywającego i efektownego widowiska fantasy, gdzie stwory przywodzące na myśl tolkienowskie elfy czy trole, współistnieją na Ziemi wraz z ludźmi. Już nie tylko chowają się w czeluściach lasów, jak w pamiętnym "Labiryncie Fauna", lecz śmiało wkraczają do wielkich metropolii. Dla reżysera jest to pretekst do wplecenia w fabułę kilku oszałamiających wizualnie scen, jak choćby tej, w której Hellboy walczy z ogromnym leśnym żywiołem na ruchliwych ulicach miasta. Dynamicznych pojedynków, zabarwionych zdystansowanym poczuciem humoru jest więcej - zabawny pojedynek z oddanym sługą Nuady Winkiem w sekretnym Mieście Trolii, czy wreszcie w finałowej sekwencji, gdzie agenci B.B.P.O. pod wodzą mechanicznego Johanna Kraussa (Seth MacFarlane) stawią czoła tytułowej Złotej Armii. Del Toro nie poprzestaje jednak na poziomie cieszących oko sekwencji i w schematy komiksowego kina akcji pompuje zaskakująco wiele - miłość niemożliwą, ojcobójstwo czy poświęcenie w swej najbardziej heroicznej postaci.

Nie do przecenienia jest postać Hellboy'a, ponownie z maestrią odtworzona przez Rona Perlmana, która w jego wykonaniu jawi się jako postać dwuznaczna i tragiczna. Z jednej strony to nieokrzesany i porywczy brutal, z drugiej - miłośnik cygar i kotów, pragnący uznania ze strony ludzi, którym przecież z oddaniem służy. Fantastycznie zostaje wygrany w jednej ze scen dylemat: walczyć o szacunek wszystkich, czy tylko (aż!) jednej osoby, na której zależy nam najbardziej. Podniosłe sceny reżyser serwuje bez krzty patosu, równoważy je ponadto akcentami humorystycznymi, jak choćby użalanie się nad sobą Czerwonego i Sapiena przy zgrzewce piwa i kiczowatych miłosnych przebojach. Mimo rzucającego się w oczy czerwonego koloru twarzy Hellboy'a, nic nie pozwala sądzić, że jest to rumieniec wstydu.


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt