J. M. Coetzee jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pisarzy, za napisaną w roku 1999 „Hańbę" został wyróżniony prestiżową Nagrodą Bookera. Przeniesiona na ekran przez Steve'a Jacobsa kinowa wersja jego powieści zachowuje większość walorów pierwowzoru, choć tracą na wartości wątki poboczne, a postaci drugoplanowe zostają spłycone.
Południowo-afrykański pisarz, laureat Nagrody Nobla, autor m.in. „Czekając na barbarzyńców" w „Hańbie" opisuje poczynania profesora literatury na uniwersytecie w Kapsztadzie. David Lurie (John Malkovich), niestrudzony koneser kobiecych wdzięków, nawiązuje romans z jedną ze swych studentek, Melanie. Szybko zawiązana znajomość równie prędko i niespodziewanie się skończy - ich związek wyjdzie na jaw i ku uciesze mediów rozwinie się w obyczajowy skandal. Zhańbiony Lourie wyjedzie poza miasto, gdzie spokojne życie wiedzie jego córka Lucy (w tej roli świetna Jessica Haines)...
Romans pięćdziesięciodwulatka ze studentką jest dla Coetzeego jedynie punktem wyjścia, angażującym czytelnika w wydarzenia zawiązaniem akcji. W rzeczywistości opisuje autor konflikt dwóch skrajnie różnych światopoglądów. W małej wiosce, mającej być dla Luriego tymczasowym schronieniem zderzą się ze sobą dwa odmienne spojrzenia na rzeczywistość - reprezentujące różne wartości perspektywa „miejska" z „wiejską". Gdy dojdzie do tragedii, David nie będzie w stanie zrozumieć postępowanie Lucy. Niemożność odnalezienia wspólnego języka między ojcem i córką, ich komunikacyjna ułomność oraz uparte optowanie przy różnych stanowiskach stanowiły o sile „Hańby" Coetzeego. I te właśnie, największe walory literackiego pierwowzoru na ekranie wybrzmiewają równie intensywnie.
David Lurie w lakonicznej i oszczędnej interpretacji Malkovicha to znudzony życiem, zmęczony wykonywaną pracą człowiek. W przelotnych romansach szukający utraconej bezpowrotnie młodzieńczości, poprzez znajomości z coraz to młodszymi partnerkami próbujący przełamać monotonię własnej egzystencji. Wydaje się niepogodzony z nieubłaganie płynącym czasem i nieuniknionymi zmianami. Przegapił on moment, kiedy mógł jeszcze dogadać się z córką - teraz wydaje się to już niemożliwe. Na zakorzenionej w wiejskiej szarości Lucy wykształcenie ojca zdaje się nie robić wrażenia - w odciętej od świata, zapomnianej przez Boga wiosce okaże się bowiem bezużyteczne. Lucy w swym postępowaniu kieruje się raczej instynktem. Obcy jest jej świat wysokiej literatury, którą wykłada ojciec. Gdy w jednej ze scen spojrzy on na okładkę czytanej przez córkę książki - na jego twarzy zagości grymas niesmaku.
Uwikłani w etyczne dylematy, stający wobec niejednoznacznych sytuacji i trudnych decyzji bohaterowie pierwszoplanowi pozostają dla znających książkę atrakcyjni. Tracą jednak ci drugoplanowi, wraz ze swymi mniej istotnymi dla przebiegu fabuły wątkami. Szkoda zwłaszcza interesującej postaci Petrusa (Eriq Ebouaney), który u Coetzeego pozostawał chyba najbardziej dwuznaczny i trudny dla czytelnika do "rozpracowania". W filmie to raczej idiotycznie uśmiechnięty dziwak. Niestety zabrakło również odpowiednio rozwiniętej historii Bev Shav, kobiety, zajmującej się usypianiem starych, schorowanych zwierząt - symbolizującej przemijanie. Zrezygnowanie w filmie z tych wątków nie wydaje się jednak uproszczeniem, lecz zawężeniem - bogactwa książki Coetzeego nie sposób było przenieść w całości.
O ile zatem okrojenie filmu z drugoplanowych postaci kosztem klarowniejszego wygrania głównej historii wydaje się zrozumiałe, o tyle zabrakło bardzo ważnej sceny, jeśli chodzi o dokonującą się przemianę Luriego. Tej mianowicie, gdzie odwiedza on rodzinę nastoletniej dziewczyny, z którą łączył go krótkotrwały romans. Wcześniej przed zwołaną przez uczelnię komisją przyznał się do winy, lecz odmówił usprawiedliwienia własnego postępowania. Na domowym obiedzie, w którym uczestniczą rodzice jego byłej kochanki, przedstawia on w książce argumenty na swoją obronę.
Jako całość filmowa Hańba jednak przekonuje. Udało się reżyserowi oddać ciężar poruszanych w pierwowzorze kwestii, jak również zachować charakterystyczny klimat powieści. Co ważne, nie próbował on wyjaśniać tego, czego Coetzee nie dopowiedział, na przykład motywacji Melanie. Podobnie zawieszone zostają odpowiedzi na inne stawiane pytania. Nie jest ujmą nie znać na nie odpowiedzi, a zadanie ich wymaga odwagi. I choć Jacobs tylko te pytania powtórzył - wypowiedział je własnym głosem, umiejętnie zaakcentował i nie zająknął się.



Dodaj swój komentarz...