Recenzja filmu "Głód"

66 DNI BOBBY'EGO SANDSA

Michał Kowalski

Pełnometrażowy debiut Steve'a McQueena, choć osadzony w konkretnym politycznym kontekście, nie jest z pewnością filmem politycznym. Nie pokazuje również początku zła i bezsensownej przemocy. Pokazuje natomiast moment graniczny dla człowieka i człowieczeństwa. Moment w którym brak możliwości oporu wobec agresora wywołuje w ofiarach potrzebę buntu ostatecznego, buntu przez własne męczeństwo.

Tłem historycznym filmu są wydarzenia z 1981 roku, kiedy w brytyjskim zakładzie karnym Maze trwał protest irlandzkich więźniów związanych z republikańskimi ugrupowaniami paramilitarnymi. Osadzeni, postulując przyznanie im statusu więźniów politycznych odmawiali noszenia uniformów i przestrzegania higieny. Umazane fekaliami ściany cel, regularnie wylewane na korytarz nieczystości i półnadzy, zarośnięci lecz ciągle krnąbrni więźniowie stają się solą w oku strażników. W odwecie za niesubordynację, spirala przemocy nakręca się - przymusowe szorowanie, obcinanie włosów na siłę, bicie, pałowanie...

Strażnicy nie są jednak bynajmniej bezmyślnymi sadystami, to po prostu robota, a ci którzy ją wykonują są na zewnątrz normalnymi ludźmi z domkami na przedmieściu, rodzinami, problemami. Jedynymi śladami jakie pozostają widoczne na zewnątrz po ich „zawodowym" okrucieństwie, są poranione od zadawanych ciosów kostki palców, zanurzanych dla ukojenia bólu w zimnej wodzie.

W drugiej części filmu pojawia się właściwy bohater Bobby Sands - który w obronie praw własnych i współwięźniów decyduje się na podjęcie strajku głodowego. I przez swój wybór, straszliwie cierpiąc przez 66 dni, umiera.

Steve McQueen mimo że umieszcza tematykę swojego filmu głęboko w realiach historycznych i zakorzenia ją w bolesnej historii irlandzko-angielskich „Troubles", postępuje z samą materią filmową w zupełnie inny sposób niż zrobił to np. Paul Greengrass, rekonstruując zdarzenia „Krwawej niedzieli" w formie paradokumentalnej relacji na gorąco. Reżyser „Głodu" estetyzuje obraz, pokazując w całej dosłowności i naturalizmie cierpiące, słabnące i umierające ciało Bobby'ego Sandsa. Jednak w tym, coraz bardziej kruchym ciele kryje się niezłomna, konsekwentna wola bohatera, która prowadzi go niepokonanego, nieprawdopodobnie jak na dzisiejsze standardy etyczne niezłomnego, do nieuchronnego kresu, nawet mimo prób upokorzenia i złamania bohatera przez prześladowców, np. przez podsuwanie mu posiłków tuż obok łóżka.

Majstersztykiem jest warstwa wizualna Głodu. Obrazy takie jak statyczne kadry z więziennych bloków, długowłosi więźniowie, stojący w celi, czy strażnik palący papierosa w chmurze padającego śniegu - działają z niesłychaną mocą. Tworzą poczucie zagrożenia, ciężaru i odrealnienia całej sytuacji. Dzięki temu obraz bezsensownej przemocy, rozrasta się ponad ten jednostkowy przypadek, staje się uogólnieniem obejmując i komentując raczej samą ludzką zdolność do wyrządzania krzywdy drugiemu, a także do obrony własnych zasad i elementarnych praw.

Reżyser, mimo pokazania cierpienia Sandsa, uniknął popadania w hagiograficzny patos. Uważam, że „Głód" jest filmem bardzo dojrzałym artystycznie, przede wszystkim od strony zdjęć. Steve McQueen wykazał się niebywałym wyczuciem, nie tylko precyzyjnie kontrolując ekranowy efekt i chłodnym ale jednocześnie czułym okiem analizując sytuację. Nie agituje przy tym McQueen na rzecz którejkolwiek z ideologicznych stron konfliktu, nie przydziela monopolu na słuszność jednej idei. Bo wewnątrz więziennych murów nie ma podziałów politycznych, jest tylko jeden podział - ofiara i kat, bity i bijący, ten który broni godności i ten, który z godności odziera . Nakładanie stronom konfliktu etykietek należy już do samego widza.


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2010 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt
Repertuar kin: Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Więcej...