Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Gamer"

GAME(OVE)R

Krzysztof Czapiga

Twórcy „Adrenaliny" i Adrenaliny 2: Pod napięciem nie stylizują już obrazu na grę komputerową, lecz wplatają ją w fabułę filmu. Z równie mizernym efektem.

Wspomniana gra to poczciwa FPP. Nosi nazwę „Zabójcy" i właśnie zabójcy biorą w niej udział. Dokładnie: więźniowie skazani na karę śmierci. Zgłosili się oni do niej dobrowolnie, widząc w tym jedyną realną szansę na odzyskanie wolności. Ryzyko jest jednak spore - mogą zginąć. Tym bardziej, że zależni są od graczy, którzy z większym lub mniejszym sukcesem kierują ich ruchami. Na ten desperacki krok decyduje się Kable (Gerard Butler), którego do odzyskania wolności i powrotu do rodziny dzielą jedynie trzy etapy. Kable nie ma jednak pewności czy twórca gry i demiurg wirtualnego świata Ken Castle (Michael C. Hall) dotrzyma danego słowa.

Pomysł nie jest oczywiście nowy. Mogliśmy go oglądać choćby w kultowym serialu „Z Archiwum X" w odcinku zatytułowanym „First Person Shooter". Wtedy jednak nie przeszarżowano z efektami specjalnymi - liczył się klimat, pomysłowość i przewrotność. W Gamerze obserwujemy natomiast boleśnie typowy przerost formy nad treścią. Estetyka teledysku miesza się tu z wkraczaniem w świat gry video. Wszystko to zostało zmontowane dynamicznie i efektownie, by nie rzec: chaotycznie i efekciarsko. Z jasnym celem odwrócenia uwagi od nieudolnie kreowanej, powierzchownej wizji świata niedalekiej przyszłości.

W jej tworzeniu dwójka reżyserów, Neveldine i Taylor, sięga po łopatologiczne symbole, jak objadający się przed monitorem grubas, dosłownie śliniący się na możliwość wcielenia się w wirtualnym świecie w kogoś innego. Obok „Zabójców" istnieje bowiem druga wirtualna rzeczywistość - dużo ciekawsza. Przypomina ona „Second Life", tyle że miejsce avatarów zastąpili ludzie z krwi i kości. To właśnie nimi kierują gracze pokroju grubasa. Zamysł niegłupi, lecz niewykorzystany, nierozwinięty, rozłożony na łopatki poprzez dosłowność i ucieczkę w efekty specjalne. Najwyższy czas, aby duet Neveldine - Taylor przestał kręcić tego typu filmy i powiedział sobie wreszcie: game over.


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt