Julie Delpy w duchu Woody'ego Allena, zwłaszcza z okresu jego związku z Diane Keaton, zaprasza na dwa dni do Paryża. Podobnie jak twórca "Annie Hall" (1977) stawia na błyskotliwe i zabawne dialogi, lecz to, co najważniejsze - rozgrywa między słowami.
Dwa dni w Paryżu (2007) to osobista wypowiedź artystki, która doskonale zna Europę i Amerykę, ponadto posiada cenny zmysł obserwacji. Pełnometrażowy debiut Delpy jest z wszech miar przesiąknięty jej intrygującą osobowością, niebanalnym spojrzeniem na świat i ludzi oraz fantastycznym poczuciem humoru. Wszystko to zostaje zwielokrotnione, gdyż pamiętna Celine z bratniego "Przed wschodem słońca" (1995) Richarda Linklatera pojawiła się także w głównej roli. Jako otwarta na ludzi Celin uzupełnia niejako swój wizerunek, ukształtowany dwoma występami ("Przed zachodem słońca" [2005]) u boku Ethana Hawke'a. Różnica jest jedna - tym razem związała się na stałe. Dwa lata w związku, sądząc po liczbie jej wcześniejszych partnerów, to już coś. Prawdziwą próbą trwałości jej związku z Jackiem (Adam Goldberg) będą jednak tytułowe dwa dni. Czy się uda?
Film Delpy jest kameralną, oszczędną w środkach i przemyślaną opowieścią. Podczas dwóch dni w Paryżu jest bardzo zabawnie, bywa pikantnie, a niekiedy lirycznie. Mimo że streszczenie nieodparcie nasuwa skojarzenia z błahymi komediami romantycznymi, którymi bez litości atakują nas głównie Amerykanie, "Dwa dni..." są inteligentne, brzytwa satyry jest odpowiednio naostrzona, a dialogi trafne i cięte. Obrywa się zresztą nie tylko nieznającym języków Amerykanom, ale także lubującym się w przelotnych związkach Francuzom. I Sarkozy'emu, i Bushowi. I szalonej Julie, i neurotycznemu Jackowi. I bardzo fajnie.
Jakby mimochodem Delpy dyskretnie przemyca całą masę subtelnie powplatanych w fabułę filmowych cytatów. To jednak tylko dodatek - reżyserka ponad wszystko zdaje się mówić, że w związku najważniejsze są chwile "pośrodku". Nie wielkie miłosne uniesienia, nie szybko wyrzucane z pamięci, nieuniknione przecież kłótnie, lecz codzienność, akceptacja, wyrozumiałość i wzajemne dążenie do poznania. Zwykłe wydarzenia urastające do rangi czegoś niezwykłego. Podobnie rzecz się ma i z samym filmem - niby nic wielkiego, ale potrafi uwieść. Przez ledwie dwa dni można nauczyć się całkiem sporo - wycieczkę do Paryża polecam każdemu.



brazylijskie telenowele są bardziej dynamiczne. normalnie flaki z olejem
czy moze jest To film na poprawe humoru??da sie zapomniec o swiecie rzeczywistym ogladajac ten film?? pomocy....
Słowem - film nie realizuje tego, co obiecuje. Dostaje więc tylko trójkę z minusem, a właściwie z dwoma za brak smaku reżyserki.