Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Dwa dni w Paryżu"

AMERYKANIN W PARYŻU

Krzysztof Czapiga

Julie Delpy w duchu Woody'ego Allena, zwłaszcza z okresu jego związku z Diane Keaton, zaprasza na dwa dni do Paryża. Podobnie jak twórca "Annie Hall" (1977) stawia na błyskotliwe i zabawne dialogi, lecz to, co najważniejsze - rozgrywa między słowami.

Dwa dni w Paryżu (2007) to osobista wypowiedź artystki, która doskonale zna Europę i Amerykę, ponadto posiada cenny zmysł obserwacji. Pełnometrażowy debiut Delpy jest z wszech miar przesiąknięty jej intrygującą osobowością, niebanalnym spojrzeniem na świat i ludzi oraz fantastycznym poczuciem humoru. Wszystko to zostaje zwielokrotnione, gdyż pamiętna Celine z bratniego "Przed wschodem słońca" (1995) Richarda Linklatera pojawiła się także w głównej roli. Jako otwarta na ludzi Celin uzupełnia niejako swój wizerunek, ukształtowany dwoma występami ("Przed zachodem słońca" [2005]) u boku Ethana Hawke'a. Różnica jest jedna - tym razem związała się na stałe. Dwa lata w związku, sądząc po liczbie jej wcześniejszych partnerów, to już coś. Prawdziwą próbą trwałości jej związku z Jackiem (Adam Goldberg) będą jednak tytułowe dwa dni. Czy się uda?

Film Delpy jest kameralną, oszczędną w środkach i przemyślaną opowieścią. Podczas dwóch dni w Paryżu jest bardzo zabawnie, bywa pikantnie, a niekiedy lirycznie. Mimo że streszczenie nieodparcie nasuwa skojarzenia z błahymi komediami romantycznymi, którymi bez litości atakują nas głównie Amerykanie, "Dwa dni..." są inteligentne, brzytwa satyry jest odpowiednio naostrzona, a dialogi trafne i cięte. Obrywa się zresztą nie tylko nieznającym języków Amerykanom, ale także lubującym się w przelotnych związkach Francuzom. I Sarkozy'emu, i Bushowi. I szalonej Julie, i neurotycznemu Jackowi. I bardzo fajnie.

Jakby mimochodem Delpy dyskretnie przemyca całą masę subtelnie powplatanych w fabułę filmowych cytatów. To jednak tylko dodatek - reżyserka ponad wszystko zdaje się mówić, że w związku najważniejsze są chwile "pośrodku". Nie wielkie miłosne uniesienia, nie szybko wyrzucane z pamięci, nieuniknione przecież kłótnie, lecz codzienność, akceptacja, wyrozumiałość i wzajemne dążenie do poznania. Zwykłe wydarzenia urastające do rangi czegoś niezwykłego. Podobnie rzecz się ma i z samym filmem - niby nic wielkiego, ale potrafi uwieść. Przez ledwie dwa dni można nauczyć się całkiem sporo - wycieczkę do Paryża polecam każdemu.


Jak do tej pory 10 komentarzy

  • 1. Mirjana
    Rzec rzywiście film jest świetny.Dialogi wprost rewelacyjne. Od dawna już nie miałam okazji oglądać czegoś tak subtelnie intrygującego i pikantnie prozaicznego. Po przeczytaniu krótkiego opisu w gazecie nie byłam przekonana, czy powinnam wybrać się na ten film, ale sama Delpy była dla mnie rekomendacją wystarczającą. Poszłam i nie żaluję. W nieprzebranej masie ciężko-strawialnej papki amerykańskiego bełkotu o niczym, ten film jest przypomnieniem tego, że film może i powinien przekazywać nam treści, wizje, tchnąć glębią;-) a życie codzienne jest piękne. Polecam w 100%
  • 2. mag
    film cudowny! smialam sie szczerze. polecam!
  • 3. mimi
    A mnie... kompletnie się nie podobał, ani romantyczny, ani śmieszny, ani ciekawy, nawet nie żałosny
  • 4. Jess
    Spox filmik!!!:):)polecam
  • 5. robak
    no z dupy na maxa
  • 6. promenad
    tagedia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    brazylijskie telenowele są bardziej dynamiczne. normalnie flaki z olejem
  • 7. ana
    nie weim czy mam sie wybrac na ten folm pomóżcie mi <prosi>
  • 8. ana
    nie wiem czy mam sie wybrać na ten film pomóżcie mi <prosi>
  • 9. kasia
    zapowiedz była fajna a jak film???hmmm
    czy moze jest To film na poprawe humoru??da sie zapomniec o swiecie rzeczywistym ogladajac ten film?? pomocy....
  • 10. Fabulus
    Film się dobrze "zapowiadał", ale im dalej w fabułę, tym gorzej... Autorka scenariusza i odtwórczyni głównej roli kobiecej jakby nie mogła się zdecydować, czy chodzi jej o rozwiązanie wątku romantyczno-melodramatycznego (relacja z Jackiem), czy o bezlitosną krytykę stereotypów poprzez ich obśmianie, czy wreszcie - o podlizanie się młodzieży poprzez przesolenie i przepieprzenie filmu pikantymi szczególikami (lody, penisy itd. epatują czytelnika z ekranu niemal w każdej scenie - kompletny brak smaku, pani Julio!).
    Słowem - film nie realizuje tego, co obiecuje. Dostaje więc tylko trójkę z minusem, a właściwie z dwoma za brak smaku reżyserki.

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt