Recenzja filmu "Człowiek, który gapił się na kozy"

BYĆ JAK RYCERZ JEDI

Krzysztof Czapiga

Jeśli w filmie Granta Heslova któremuś z bohaterów nie uda się przejść przez ścianę, nie znaczy to, że sztuka ta jest niemożliwa. Raczej, że tym razem nie wyszło.

„Człowiek, który gapił się na kozy" to historia niespełnionego dziennikarza. Bob Wilton (Ewan McGregor) natrafia jednak - jak się początkowo wydaje - na temat życia. Dociera mianowicie do człowieka, który szkolony był w zabijaniu zwierząt za pomocą umysłu. Co prawda chwali się on, że samą tylko siłą woli potrafi powalić kozę, ale w rzeczywistości ma problemy z udowodnieniem, iż tym sposobem pozbawił życia chomika.

Bob przypadkowo trafia na kogoś lepszego w tej niecodziennej umiejętności - Lyna Cassady'ego (w tej roli George Clooney). Efektem tego spotkania będzie wspólny wyjazd na wojnę w Iraku. Szybko okaże się, że Lyn ma jednak drobną wadę: myśli, że jest Rycerzem Jedi. Wcześniej odbył on szkolenie w założonej przez Billa Django (świetny Jeff Bridges) eksperymentalnej jednostce wojskowej, której celem była zmiana sposobu prowadzenia wojny - żołnierze mieli wykorzystywać obudzone w sobie paranormalne zdolności. Jak łatwo się domyślić, nie wszystko potoczyło się zgodnie z planem...

Ponad wszystko film Heslova to mistrzowski koncert kwartetu aktorskiego, który oprócz wspomnianych już McGregora, Clooneya i Bridgesa, uzupełnia Kevin Spacey. Wszyscy oni znakomicie czują się w swych przerysowanych rolach. A to z kamiennymi twarzami wygłaszają największe nawet bzdury, a to znów z groteskowymi minami mówią rzeczy całkiem sensowne. Postaci przypominają tym samym typowych (a właściwie nietypowych) bohaterów z komedii braci Coen, którzy swoją drogą mogliby podobny film nakręcić.

Tak jak bohaterowie filmu chcą być Rycerzami Jedi, tak samo Heslov zapragnął być braćmi Coen. Człowiek, który gapił się na kozy przypomina bowiem klimatem Tajne przez poufne. W podobny sposób jak Coenowie podeszli do kina szpiegowskiego, Heslov traktuje kino wojenne. Z tą tylko różnicą, że braci jest dwóch, także ich film byłby zapewne dwa razy lepszy. Wiadomo, co dwie głowy to nie jedna. Być może Heslov, za tytułem filmu Coenów, zadaje sobie teraz pytanie: Bracie, gdzie jesteś?


Jak do tej pory 1 komentarz

  • 1. W.A.B
    Zachęcamy również do zapoznania się z książką o tym samym tytule :)

Dodaj swój komentarz...

Przepisz liczbę z obrazka
simple_captcha.jpg



© 2005-2010 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt
Repertuar kin: Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Więcej...