Recenzja filmu "Co wiesz o Elly"

KRONIKA PEWNEGO WEEKENDU

Magda Bartczak

Kino irańskie, ze względu na ograniczenia szyickiej cenzury, doprowadziło filmowy język ezopowy do perfekcji. Obrazy Abbasa Kiarostamiego, Majida Majidiego czy Jafara Panahiego stanowią przykład znakomitego mariażu kina symbolicznego i neorealistycznego. Odwołując się do bezpiecznych rozwiązań fabularnych, przyglądają się wnikliwie irańskiej rzeczywistości. Wnioski z tych obserwacji są zwykle dalekie od optymizmu. Podobnie jest w przypadku ostatniego filmu Asghara Farhadiego, który właśnie trafia na nasze ekrany - „Co wiesz o Elly?".

Cała historia zaczyna się bardzo niewinnie. Grupa przyjaciół ze studiów wyjeżdża ze swoimi rodzinami nad morze. Wśród nich znajduje się też dwoje samotnych bohaterów: Ahmad, który po długim pobycie w Niemczech powrócił do kraju, oraz tytułowa Elly - poznana niedawno nauczycielka. Czeka ich beztroski słoneczny weekend w domku na pięknym wybrzeżu Morza Kaspijskiego. Długie nocne rozmowy, taniec i zabawa. Nikt nie spodziewa się, że tę wyczekiwaną idyllę przerwie niebawem tragiczne wydarzenie. I - jak zdaje się mówić autor opowieści o tajemniczej Elly - nikt nie spodziewa się tego, jak kruche są fundamenty wolności, którą misternie wypracowali sobie bohaterowie. Nagła tragedia przynosi rozładowanie budowanego od pierwszych scen napięcia, ale nie oznacza żadnego rozwiązania. Wręcz przeciwnie, uruchamia machinę kolejnych dramatów, odzierając ekranową rzeczywistość z wątłych pozorów normalności.

Obraz Farhadiego stanowi gorzkie memento. Sam reżyser powiedział, że akcja "Co wiesz o Elly?" mogłaby rozgrywać się w każdym innym kraju, niekoniecznie w Iranie. I trudno się z tym zdaniem nie zgodzić - opowiedziana przez niego historia wydaje się bowiem niezwykle uniwersalna. Przywodzi na myśl „Przygodę" Antonioniego, może się kojarzyć w „Nożem w wodzie" Polańskiego. Wydaje się jednak, że w żadnym innym miejscu na ziemi ten dramat nie zabrzmiałby równie autentycznie i nie odsłoniłby tylu istotnych znaczeń. „Co wiesz o Elly?" przypomina o schizofrenicznej naturze transformacji irańskiego społeczeństwa, otwierającego się powoli na nowoczesność. Pomimo kulturowych przemian, nadal jest to kraj, w którym jednostka pozostaje podporządkowana regułom wyznaczanym przez religię i obyczaj. Jest kontrolowana nie tylko przez państwowo-religijną władzę, ale też przez własną rodzinę, sąsiadów i przyjaciół. Tradycyjna rodzina - z męskim patriarchą na czele - ma strukturę hierarchiczną, daje kobiecie oparcie, ale też ogranicza jej autonomię. Wymaga bezwzględnego podporządkowania się, przestrzegania wyznaczonego jej miejsca i obowiązujących ją reguł zachowania, w dużej mierze determinując tym samym jej los. Dramat miotających się na ekranie bohaterów Fahradiego przejmująco o tym przypomina.

W przeciwieństwie do obrazów podpisanych przez irańskich twórców znanych zachodniej publiczności, akcja - napędzana przez soczyste dialogi - rozgrywa się tu szybko, a relacje między bohaterami zmieniają się jak w kalejdoskopie. Może to być spore zaskoczenie dla tych, którzy przyzwyczaili się do powolnej narracji Kiarostamiego czy Makhmalbafa. Fahradi buduje swój film na mocnym szkielecie fabularnym, rezygnuje z długich ujęć na rzecz płynnie toczących się wydarzeń, a dominantą czyni nie obraz, lecz słowo.

Nagrodzone w Berlinie (Srebrny Niedźwiedź za najlepszą reżyserię) Co wiesz o Elly? udowadnia, że miano jednego z najciekawszych twórców Trzeciej Nowej Fali jest w wypadku tego autora jak najbardziej zasłużone. Już pierwszy pełnometrażowy obraz Farhadiego - prezentowane kilka lat temu w Polsce „Piękne miasto" - był uważany za jeden z najciekawszych irańskich debiutów ostatnich lat. Ogromne nadzieje rozbudził też jego świetny „Perski Nowy Rok". Za sprawą spełniającego te oczekiwania filmu „Co wiesz o Elly?" Asghar Farhadi na stałe dołączył do klasyków irańskiej kinematografii, tworzących obrazy na prawdziwie światowym poziomie.


Jak do tej pory 3 komentarze

  • 1. Limba
    Intrygujący film, dobry artykuł
  • 2. ewa
    Aktorsko znakomity, świetne dialogi, poruszający film z niejasnym, zagadkowym zakończeniem, polecam
  • 3. michelangello
    Film co najwyżej dobry, ale na pewno nie znakomity. Za wiele niedoróbek (topielec po paru dniach leżenia w wodzie małe ma szanse, by mieć twarzyczkę jak po wyjściu z gabinetu kosmetycznego). Mało wiarygodne jest też brnięcie przez całą grupę wycieczkowiczów w idiotyczne kłamstwa przed narzeczonym Elly. Krytycy dopatrują się jakichś wielkich odkryć w tym, że reżyser demaskuje prawdziwe oblicze ludzi w sytuacji stresu. Każdy, kto choć troszkę w życiu przeżył, nie będzie zdziwiony tym, że w dużym stresie spada z nas kostium nałożony przez kulturę, więc jakie tu odkrycie. Na tle ogólnej posuchy kinowej film zasługuje na uwagę, ale z tymi pokłonami i sadzaniem reżysera na krzesełku obok Antonioniego to zdecydowana przesada. Uwaga dla uzależnionych od happy endu: happy endu nie ma, film jest przygnębiający.

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2010 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt
Repertuar kin: Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Więcej...