Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Brzdąc"

OJCIEC I SYN

Jacek Liput

pusty pokój
pękła szyba w oknie
trzask w ciszy

 

Pisząc to haiku, wciąż odtwarzam w pamięci niedawno oglądanego Brzdąca (1921) Charlesa Chaplina. Ileż emocji, ile wzruszeń towarzyszy mi podczas oglądania kolejnych przygód tego nieokrzesanego drobnego człowieka. O Chaplinie można pisać, że był wizjonerem, który tworzył coś z niczego. Melonik i laseczka - każdy to pamięta. Jeszcze chyba był wąsik i za duże buty. A nawet i spodnie jakieś takie za szerokie, przy których marynarka wyglądała jak kubraczek dla niemowlaka. Tak Chaplin wyglądał kiedyś. Jak wygląda teraz? Powraca do kin, by przypomnieć o swojej obecności. Wraca i wracać będzie, ponieważ jest nieśmiertelny i ponadczasowy. Był niedościgniony w tym, z czego zasłynął. Niuans mimiczny i oszczędny gest to technika, której nigdy nie zapomnimy. Odkąd pojawił się po raz pierwszy na ekranach, świat stanął w obliczu pantomimy, której nie dorówna dzisiaj żaden inny artysta.

Można powiedzieć, że istnieje tylko Chaplin, a to, co tworzą poza nim inni, to zwyczajne wygłupy cyrkowej małpy. Zawsze wyprzedzał tych, którzy chcieli mu dorównać. Keaton i Lloyd to chyba między innymi ci, którzy nie potrafili dotrzymać mu kroku. To, co różniło go od innych, to stałe udoskonalanie i komplikowanie treści, którą ubierał w coraz bardziej ascetyczną formę wyrazu. Cóż za klarowność i przenikliwość spojrzenia. Był kreatorem przestrzeni, w której normalnie zazwyczaj nie mogłoby się nigdy nic wydarzyć, jednak gdy się w niej pojawiał, świat nabierał głębi, wszystko uzyskiwało w swym przekazie nowego znaczenia. Utarło się dzisiaj takie powiedzenie, że prawdziwy artysta to ten, który jest wolny jak ptak. To ten, który ciągle poszukuje dla siebie inspiracji. Bzdura. Nie ma na świecie większego niewolnika od artysty, który dźwiga swe brzemię ideału i który stale się o swe ogromne skrzydła potyka. Nie ma nikogo bardziej wiernego i odpowiedzialnego za swe przekonania. Chaplin do takich osób z pewnością należał - wola mocy ciągle w nim rosła. Jego genialna siła komiczna i niepowtarzalna intuicja w wyczuwaniu mechanizmów życia świadczą tylko o tym, że on nie szukał, ale znajdował.

Tak więc zrealizowany w 1920 roku melodramat "Brzdąc" stanie się esencją i początkiem dojrzałego stylu, który cechować będzie charakterystyczna kompilacja sentymentalizmu, humoru i goryczy. O Intrydze tego jednego z najsłynniejszy filmów Chaplina można napisać jedynie tyle, że dotyczy jak zwykle człowieka. Bo humanizm był właśnie nieodzownym elementem wszystkich jego filmów. W każdym swoim obrazie starał się krzyczeć: "To ja! Patrzcie na mnie, to ja tworzę świat". Za życia tworzyć arcydzieło! Wskrzeszać, a nie niszczyć! Marzyć i kreować! O tym myślał Chaplin, przystępując do realizacji kolejnych swoich wielkich fabuł. Akcję "Brzdąca" osadził w wiktoriańskim Londynie, mieście swego dzieciństwa. Bohaterami są pięcioletni dzieciak, podrzutek i ubogi szklarz (Chaplin). Mały brzdąc znajduje w nim serdecznego opiekuna. Chaplin staje się jego przybranym ojcem. Powodzi się im marnie, radzą sobie w ten sposób, iż chłopiec wybija szyby, on zaś w ułamku sekundy pojawia się, by oferować ich wprawienie. Niestety, to nie wystarcza.

Nieodpowiednie warunki do życia stają się przyczyną zabrania malucha do sierocińca. Akcja przebiega dalej, starannie dopracowane gagi prowadzą z widzem bezwzględną grę. Radość i smutek. Śmiech i łzy. Która z tych sił zwycięży? "Ojciec i syn", bo tak też mógłby nazywać się ten film, opowiada historię męskiej przygody. Świat, w którym przyszło się im znaleźć, jest sprawdzianem ich odwagi. Ci dwaj - jakże do siebie podobni, rzucają mu wyzwanie. Los bywa często okrutny, ale cóż to dla nich. Przemianowywać cierpienie w radość, to znaczy żyć. Chaplin, zestawiając w swoim filmie postać dziecka i dorosłego, stworzył tak naprawdę jednolity wizerunek prawdziwego mężczyzny, dla którego życie to zabawa na śmierć i życie. Po cóż żyć, jeśli za życia nie można zajrzeć śmierci w oczy. Cóż to za życie, w którym nie można bić się na pięści, w którym nie ma miejsca na rywalizację, na ból dający tyle rozkoszy. Gdy brakuje sił, zawsze można wrócić do domu - tam czeka kobieta. Otwiera drzwi i zaprasza do szczęścia. Jednak nie na długo, bo trzeba iść dalej. Ramię w ramię, jak ojciec i syn, ścigać to, co przed nami. Śnić o tym, by narodzić się na nowo.

Spójrzmy za siebie, jak daleko nam do miejsca, z którego wyruszyliśmy, zróbmy pauzę. Idziemy tak powoli, a ja nadążyć za tobą nie mogę.
Już za murami wszystkiego zaczynam pytać siebie.
Czy ja... to wciąż twój syn...?


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt