Pobierz najnowszy plugin Flash

Recenzja filmu "Błękitny anioł"

MISTRZOWSKIE TRIO

Karolina Zielonka-Sierant

Kino już od samych początków swojego istnienia posiadło tę magiczną, cudowną moc zatrzymywania czasu. I chociaż potrafi to także fotografia, to kino ma jeszcze dar wspanialszy i tylko jemu dany - zapamiętywania ruchu. To za sprawą kina - wehikułu czasu - możemy przenieść się w odległe i nieznane nam miejsca. To za sprawą kina możemy poczuć klimat minionych dni...

Jest rok 1930. Do Berlina przyjeżdża właśnie z Hollywood ceniony austriacki reżyser Joseph von Sternberg z zamiarem nakręcenia filmu opartego na głośnej powieści Henryka Manna "Profesor Unrat". Do roli tytułowej angażuje Emila Janningsa - świetnego, niezwykle utalentowanego i docenionego już aktora, który na pierwszej w historii ceremonii wręczania Oskarów w 1927 r. został nagrodzony statuetką. Pozostała mu do obsadzenia jeszcze główna rola damska. Aż dziw bierze, że na partnerkę tak wspaniałego Janningsa reżyser wybrał nieznaną dotąd, młodziutką aktoreczkę - Marlenę Dietrich. Ale jak się szybko okazało, wrodzona intuicja Sternberga nie zawiodła i film Błękitny anioł (1930) szybko został uznany za arcydzieło na międzynarodowych ekranach.

W małym, spokojnym miasteczku profesor męskiego gimnazjum stara się dbać o rozwój nie tylko naukowy, ale także i moralny swoich podopiecznych. Kierując się największą troską o ich dobro, zabrania chłopcom uczęszczania do miejscowego lokalu na kabaretowe występy. Gdy jednak pewnego dnia, wiedziony nie tylko chęcią kontroli, ale także ogromną ciekawością trafia na przedstawienie, sam szaleńczo zakochuje się w młodej piosenkarce i tancerce Loli-Loli. Pełen najszczerszych uczuć i czystych zamiarów profesor, oświadcza się swojej wybrance. Niestety, nowa pani Profesorowa okazuje się być kobietą fatalną, która nie stroni od przygodnych romansów i hulaszczych zabaw. To za jej sprawą poważny i szanowany dotychczas profesor robi niegodziwe i uwłaczające własnej godności rzeczy, w konsekwencji staczając się na samo dno.

Rola w „Błękitnym aniele" zapoczątkowała piorunującą karierę Marleny Dietrich, która na kilka najbliższych lat stała się gwiazdą wszystkich kolejnych filmów Sternberga. Jej brawurowo zagrana rola Loli - Loli z pamiętną sceną, w której siedząc na beczce w niezwykle wyzywających i erotycznych (jak na tamte czasy) pozycjach wykonuje piosenkę "Jestem po to by kochać mnie" przeszła do historii kinematografii. Niesamowicie długie nogi w czarnych pończochach, poważna, tajemnicza twarz z ironicznym uśmiechem i męski kapelusz stały się na długie lata emploi aktorki. Aura erotyzmu jaką wokół siebie tworzyła Marlena i jej niezwykłe wyczucie aktorskie sprawiły, że na wiele lat stała się ona niedoścignionym wzorcem famme - fatale, z którą konkurowały wszystkie największe gwiazdy światowego kina, z Gretą Garbo na czele.

Utrzymany w ekspresjonistycznej stylistyce pierwszy dźwiękowy film Sternberga, z brawurowymi rolami Dietrich i Janningsa jest dziełem niezwykłym. To niebywałe szczęście, że tak jak kiedyś nasi dziadkowie, teraz po niemal osiemdziesięciu latach także i my możemy cieszyć się "Błękitnym aniołem" na dużych ekranach. Dla wszystkich miłośników dziesiątej muzy, to niemieckie arcydzieło jest lekturą obowiązkową!


Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj swój komentarz...

Przepisz dwa słowa z obrazka



© 2005-2012 Kinoskop.plWięcej w Kinoskop.pl: Filmy | Ludzie filmu | Redakcja | Polityka prywatności | Kontakt