Na uboczu pierwszej fali nieuchronnej walentykowej ofensywy romantycznego kiczu do polskich kin trafia „Adam” – historia skromna i umująco niewymuszona. Mimo wpisania w lekkostrawną konwencję filmowej „Love Story” dla dwojga, trochę poważniej niż walentynkowe blockbustery traktuje temat, bohaterów i przy okazji także widza.
Pogrzeb ojca, to dla Adama cichy i niemal niezauważalny, ale jednak koniec dotychczasowego świata – prawie trzydzielstoletni mężczyzna jest bowiem skrajnym introwertykiem. Jego dzień ma ściśle wyznaczony rytm, jadłospis nie zmienia się nigdy, a każda zmiana powoduje zdenerwowanie i zaniepokojenie. Także wobec ludzi Adam zachowuje się dziwnie – jest jednocześie rzeczowy i bardzo chłodny jak gdyby rozmawiał z nimi zza niewidzialnej ściany. Jest przy tym genialnym inżynierem-elektronikiem, obdarzonym ogromną wiedzą, fotograficzną pamięcią i nieprzeciętnymi zdolnościami naukowymi szczególnie w tematyce związanej z badaniami kosmicznymi. Charakter Adama, jego odczuwanie i odbieranie sygnałów z otoczenia jest wynikiem zaburzenia zwanego syndromem Aspergera. Ta odmienność z kręgu lekkich form autyzmu sprawia, że Adam nie potrafi nawiązywać i utrzymywać standardowych relacjispołecznych, ma potężne trudności w akceptowaniu zmian,
a rzeczy wypowiadane przez innych ludzi rozumie wyłącznie dosłownie.
Wyobcowanie i dziwne zachowanie przyciąga uwagę nowej sąsiadki – Beth, młodej i atrakcyjnej nauczycielki z literackimi ambicjami, próbującej nawiązać z chłopakiem kontakt i zaprzyjaźnić się z nim. Jednocześnie dziewczyna ,po nieudanym związku sama potrzebuje przyjaciela, kogoś komu może zaufać i porozmawiać.
Dla Adama – poczucie, że ma przewodnika, osobę, która przeprowadzi go przez niezrozumiały świat, dla Beth niezwykłość, genialny umysł, prostota i brak zdolności do bycia nieszczerym – stają się początkiem ich związku, początkiem czegoś, co może być wstępem do miłości.
Film Maxa Mayera zadaje szereg pytań o to czym jest miłość i na jakich podstawach można ją budować. Czy sama wierność i szczerość to już jest miłość ? Gdzie w relacji międzyludzkiej przebiega granica pomiędzy braniem a dawaniem od siebie. Wszystko jest bowiem pięknie dopóki tych dwoje ludzi uczy się od siebie – Adam poznaje świat, przekracza dotąd niemożliwe do przekroczenia granice czynności w zasadzie normalnych, jak wyjście do znajomych na drinka, czy wieczór w teatrze. Dzieki Beth chłopak dojrzewa, potrafi mimo choroby realizować własne decyzje. Beth natomiast dostaje od Adama inną lekcję – lekcję emocjonalnego rozwoju. W rozmowie ze swoim ojcem sama przyznaje bowiem, że od dzieciństwa jej ułomnością był chłód uczuciwowy. Do granic szczere zachowanie Adama jednak ten układ zmienia – do tego stopnia, że gdy tylko Beth wspomina o sadzy pokrywającej jej okna, następnego dnia znajduje Adama wiszącego na linie na zewnątrz budynku z gąbką do czyszczenia w dłoni.
Jednak jak każda sytuacja między ludźmi, i ta ma swoje mroczniejsze strony – Adam, świadomy swojej choroby, potrafi ją wykorzystać i manipulować nią – zasłonić swój strach i brak dojrzałości. Beth z kolei do pewnego momentu przyjmuje ochoczo postawę opiekunki i przewodniczki, dokąd nie zaczyna jej to przeciążać. W tej sytuacji ciężko powrócić do statusu związku dwojga niezależnych ludzi – szalka zaczyna się niepokojąco przechylać na jedną stronę.
Film Mayera na szczęście z dużym wyczuciem traktuje chorobę Adama – nie demonizuje jej, ale nie unika jej ciężaru – i choć jest to element definiujący całą niemal postać, to piękno tego filmu i jego autentycznośc wynika raczej z pokazania próby zorganizowania dobrego i trwałego układu między kobietą i mężczyzną, mimo okoliczności. I to nie w odosobnionym, hermetycznym ujęciu, ale na tle innych losów, takich jak choćby układ zupełnie niedoskonały, a jednak również trwający – małżeństwo rodziców Beth. Pełne hipokryzji śnieżnobiałego uśmiechu, z wakacjami na Barbados, ale i finałem na sali sądowej. Z drugiej strony jest też Harlan, jedyny przyjaciel Adama, który jest jednocześnie kumplem, opiekunem i mentorem chłopaka – nowojorski kierowca o dobrym sercu.
I jego historia nie pozostanie bez finału.
To w interakcji z innym człowiekiem bowiem i przez innego wiedzie droga do poznania samego siebie i przejścia własnej granicy.
Adam to jedno z odkryć tegorocznego festiwalu Sundance. Skromnie i z pewnym niedowierzaniem chciałbym, by film Maxa Mayera, wciśnięty między bombastyczne i przaśne „Ciacho” czy „Randkę w Ciemno” odkryła dla siebie także publiczność nad Wisłą.



Liban
Beats of Freedom - Zew wolności
Alicja w Krainie Czarów
Agora
Różyczka
Dodaj swój komentarz...